BYĆ KIEROWCĄ – KINGA (2)

Gdy zaczęłam jeździć to byłam zafascynowana tą pracą, ale przyznam szczerze, że prawie pierwszy miesiąc cały przepłakałam. Myślałam sobie wówczas: „Boże, w co ja weszłam”! Bo jednak, jak patrzy się na ten zawód z boku, to wszystko wydaje się takie łatwiejsze, bardziej kolorowe. Ale potem przyszła szara rzeczywistość i kłopoty oraz problemy, z którymi zmaga się każdy kierowca. Potem z dnia, na dzień było jednak trochę lepiej i wiele spraw zaczęłam traktować, jak coś normalnego. W kwietniu będzie rok, jak zawodowo jeżdżę, ale do pewnych rzeczy jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Jak choćby do tego, że gdy podjeżdżam od rampę to z kabin wychodzą kierowcy i patrzą, czy w coś przywalę, czy nie. Ale to dotyczy generalnie Polaków, bo jak obcokrajowiec widział, że jest ciasno i mogę się nie zmieścić, to zazwyczaj nieproszony sam mi pomagał. To było bardzo miłe. Generalnie musiałam się nauczyć żyć w kabinie, żyć w samotności i dawać sobie samej radę, praktycznie ze wszystkim. Zawsze jednak staram się podchodzić do wszystkiego z dystansem, bo mimo wszystko jest to fajna przygoda i okazja, by praktycznie codziennie poznawać nowych ludzi.

 

Kierowcą zostałam z zamiłowania. Pochodzę z rodziny kierowców. Mój tata jest od ponad 40 lat zawodowym kierowcą, na ciężarówkach jeździ również mój wujek. Ale w swoją pierwszą trasę pojechałam ze swoim chłopakiem Scanią i od razu bardzo mi się to spodobało. Jeżeli chodzi o wybór zawodu, to wiedziałam, że w pracy typowo biurowej bym się nie odnalazła więc w październiku 2018 r. powiedziałam rodzicom, że robię zawodowe prawo jazdy i wsiadam na ciężarówkę. I tak rozpoczęłam swą fajną przygodę. Zaczęłam od kraju, a potem przesiadłam się na międzynarodówkę. Choć muszę przyznać, że samo znalezienie pracy nie było sprawą prostą, bo po pierwsze nie miałam doświadczenia, a o drugie – jestem kobietą, co mimo wszystko nadal w tym środowisku jest swoistym ewenementem. Mówili mi, że sobie nie poradzę, bo w tym zawodzie są sytuacje kryzysowe, sama praca jest ciężka, ale w końcu znalazłam firmę, która dała mi szansę. Dostałam zestaw z 3-letnim Volvo i ruchomą podłogą i było to dla mnie nie lada wyzwanie. Ale dałam radę!

W tym zawodzie czuję się wyjątkowa, mimo coraz większej ilości kobiet za kierownicą ciężarówki. Ale ma to swoje plusy, bo zazwyczaj mogę liczyć na pomoc mężczyzn choćby przy załadunkach czy rozładunkach.

Moja pierwsza ciężarówka, na której zaczynałam.

Śledź nas na:


Facebook
Instagram