AUSTRIA – GO-Box – ASFINAG

Cześć, mam na imię Darek i część z Was może już mnie trochę kojarzyć, bo gościłem na stronie w dziale AKTYWNY TRUCKER.

Ale dziś nie o aktywności, ale raczej o codzienność w drodze.

Jak wielu kierowców, skorzystałem z okazji i zabrałem ze sobą w trasę 10-letniego syna Janka. Były to wspaniałe 2 tygodnie, choć pod koniec jazdy odniosłem wrażenie, że jest to tylko moje zdanie…

Jak by nie patrzyć dla syna była to fajna „przygoda”, ale chyba jednak nieco za długa, w końcówce już mu się zaczęło trochę nudzić i chciał wracać do domu.

Z racji tego, że ja jeżdżę nocami z okien kabiny niewiele mógł zobaczyć, ale i tak dzielnie asystował mi do godz. 2-3.00 w nocy. Dlatego starałem mu się zapewnić jakieś atrakcje w ciągu dnia. Miałem o tyle ułatwione zadanie, że kursuję tylko po Niemczech i to po stałych trasach i miałem możliwość tak je zaplanować, by pauzy wypadały tam, gdzie było coś ciekawego do zobaczenia.

 

Byliśmy więc m.in. w Muzeum Techniki w Speyer, na basenie, przeszliśmy się tunelem pod rzeką w Hamburgu, a jak nie było możliwości gdzieś dojechać bliżej to zostawały spacery i ćwiczenia fizyczne, bo ja mimo tak nietypowej trasy nie zawiesiłem swojej aktywności. Wyglądało to więc tak, że ja robiłem „swoje” a syn po jednym powtórzeniu, ale obaj byliśmy z siebie dumni. Podobnie było z bieganiem. Zazwyczaj rano sam się wybierałem wzmocnić kondycję, niemniej po południu Jasiek towarzyszył mi na hulajnodze elektrycznej.

Starałem się też wybierać takie parkingi, by miały one pełny węzeł sanitarny, głównie prysznic. Czasami jednak, ponoć ze względu na pandemię część z nich była pozamykana więc syn miał również okazję myć się „pod chmurką”.

Co do jedzenia, to raczej bazowaliśmy na tym zabranym z domu, ale wiadomo, że w takiej sytuacji musiały być i lody, pizza, czy kebab. Moja dieta miała wówczas drugorzędne znaczenie.

Jasiek dzielnie też starał mi się pomagać w codziennych obowiązkach kierowcy, jak choćby przy tankowaniu i widać było, że jest to dla niego frajda. Ale, czy zostanie kierowcą? Bardzo trudno dziś na to pytanie odpowiedzieć, bo ma raptem 10 lat i jeszcze wiele przed nim.

Generalnie uważam, że ten wyjazd był dla nas doskonałą okazją, by pobyć ze sobą, bardziej się poznać, bo na co dzień często nawet na prozaiczne rozmowy po przyjeździe do domu jest bardzo mało czasu. Więc jak tylko Jasiek jeszcze będzie chciał kiedyś ze mną pojechać to nie będę się zastanawiał ani chwili i postaram się, by wyjazd był jeszcze bardziej atrakcyjny niż ten w tegoroczne wakacje.