DZIEŃ W TRASIE – MACIEK NA CMENTARZU

Witam serdecznie

Ta historia ma już ponad 15 lat, ale nadal wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Dostałem załadunek do Francji, tradycyjnie Avon i powrót też tradycyjnie, do Garwolina z jakieś zapyziałej dziury. W tamtych czasach proszono nas, aby w miarę możliwości jeździć jak najwięcej „nacjonalkami” we Francji. Wiadomo – oszczędności, ale mi to akurat nie przeszkadzało, przeciwnie, uwielbiałem urok francuskich miasteczek, piekarenek, kafejek, domów z kamienia z drewnianymi okiennicami oraz płotków ozdobionych kwiatami… Ciasne, wąskie uliczki tworzyły klimat, jakby człowiek cofnął się o 200 lat… Sama trasa przebiegała bez żadnych problemów, ba mało tego, byłem już trochę objeżdżony, a w dodatku dorobiłem się nawigacji! Na rozładunek trafiłem bez problemu, samo zdjęcie auta i papiery sprawnie zostały załatwione więc pora było podjąć ładunek powrotny, a że zostało mi trochę czasu postanowiłem jeszcze tego samego dnia podjechać wieczorem na firmę… i pojechałem. To zapomniane przez świat miasteczko znalazłem bez problemu, pozostało trafić do firmy, którą widziałem zresztą wjeżdżając do miasteczka, bo nad domkami widać było święcący napis AGFA, tylko gdzie ten wjazd? Firmę widzę, ale wjazdu na zakład – nie! Tu szansę dostała nawigacja. Wbiłem adres i okazało się, że podany adres znajduje się 700 m dalej. W sumie to by się zgadzało, bo tak jak by był on z tyłu firmy, więc ruszyłem. Po 200 m musiałem skręcić w lewo i jechać wzdłuż muru z kamienia, a droga to bardziej szutrowa aleja, która robiła się coraz węższa… Ale OK pomyślałem, w sumie we Francji nie raz się ładowało w takich dziurach. A za rozpadającym się płotem będzie nowoczesna firma… myślę… Patrzę na „navi” – jeszcze tylko jeden skręt, 150 m i jestem na miejscu. Skręciłem, a tu wielki plac, tylko nieoświetlony, a na końcu nadal ten rozpadający się płot i jakaś uchylona, rozpadająca się brama. Wszystko zdewastowane… I tu pojawiła się moja wątpliwość, czy aby na pewno dobrze trafiłem. Postanowiłem to sprawdzić. Włączyłem „szperacze” na dachu i długie światła i nagle… moim oczom ukazał się… cmentarz. Za bramą poprzewracane krzyże i zdewastowane groby!!! Jak nie zawinąłem rogala to ino siwo się zrobiło  Przerażenie moje i mina bezcenna  Moment się wróciłem  Okazało się, że w miejscu, w którym stałem na początku faktycznie była firma, tylko wjazd i magazyny były… po drugiej stronie ulicy

Do dzisiaj widok starego cmentarza wywołuje u mnie uśmiech i wspomnienia, jak to dałem nogę spod starej bramy, za którą był cmentarz, a nie wjazd do firmy

Miłego dzionka! Pozdrawiam, Maciek