#7 WSPOMNIENIA EDA – WOŻENIE LUDKÓW

Zmiana „bombowca” na autobus

Dostaliśmy mieszkanie. Zrobiło się „parapetówę”, kolesie pomogli wycyklinować parkiet. Wprowadziliśmy się na nasze nowe, pierwsze mieszkanie. Radocha! Meble już czekały od dawna. Po kilku dniach zwolniłem się z kombinatu. „Bombowiec” poszedł w inne ręce. Przeniesienia nie dostałem.

Pracy dla kierowców w Lubinie nie brakowało, we wszystkich jednostkach transportowych czekali z otwartymi ramionami.

W lubińskim PKS szybciutko wsadzili mnie na autobus. Każdy kierowca z „jedynką” był dla nich jak prawdziwek pośród maślaków. To były jeszcze czasy, że nie robili kierowców autobusowych z łapanek. Żeby autobusem wozić ludzi, trzeba było mieć „jedynkę”.

Dostałem Jelcza z przyczepą, pojemność 140 osób – teoretycznie.

Kiedyś policzyłem… wysiadło 220. Obsługiwałem przewozy pracownicze. Woziłem górników do i z pracy. Czasy „dojrzewający Gierek”. Nawet przyjemnie zaczynało się robić w tym naszym baraku. Import inwestycyjny Gierka było widać na każdym kroku. Historyczna kraksa, którą się miała skończyć dekadą Gierka miała – według mnie – dwie przyczyny. Jedną był oczywiście socjalizm – chociaż, czy ja wiem? Tę, z grubszą biorąc, Polska jakby miała za sobą, chociaż nie trzeba było przesadzać z zadowoleniem. Był jednak drugi powód, działający i bez socjalizmu (choć go wzmagał i był przezeń wzmagany): ogólnonarodowe nieuctwo. Oczywiście, gdyby ktoś powiedział to głośno oponenci tej teorii wrzeszczeli by, że to wielka i krzywdząca przesada, jeśli nie wręcz kalumnia. Co na to odpowiedzieć? Oczywiście, był Kopernik, który pewnie byłby noblistą w naszych czasach. Ale jego badania finansował kościół w formie beneficjum, z którego starczało na chleb i „lunetę”. Była Maria Curie-Skłodowska, ale Nagrodę Nobla dostała za badania robione we francuskim otoczeniu naukowym i za francuską walutę. Była wybitna polska szkoła matematyczna. Ale to dzieło garstki zapaleńców w czasach, gdy matematyka wymagała tylko głowy i ołówka, bez kłopotania się o komputery i bez związków z nauka eksperymentalną itd, itp. Rozpędziłem się i zagubiłem. Wracam do wątku.

Do DDR-onów – inaczej – Dodatku Do Rancza jeździło się na wycieczki, po zakupy i vice versa. W TV i radio stawaliśmy się 5. – w porywach – 4. potęgą świata. Co prawda dzięki Górskiemu – prawie…, że się staliśmy. Na ogół było wesoło, utwierdzali nas w tym: Pietrzak, Laskowik, Smoleń i inni rozśmiewacze. W sklepach, towarów coraz więcej. Jednym słowem ludzie zaczęli się częściej uśmiechać i żartować.

Jak wspominałem wcześniej, nie lubiłem tego samego, robienia czegoś na siłę. Po dwóch miesiącach, idę do technicznego prosząc; – Daj mnie pan na towarówkę.

Alllle, gdzie tam – panie, masz pan „jedynkę” musisz pan jeździć autobusem (tak jak by to on dał mi te uprawnienia). Mogę jedynie zmienić panu zajęcie na linie. Cóż, poszedłem na linie. Najdłuższą był Kołobrzeg. Dali mi TAM-a (jugolska gablota). Ładne to było, ale drogie w eksploatacji. Pojeździłem kilka miesięcy. Poznałem układy, poznałem teamy (kierowca + konduktorka). Jednak nie podobało mi się to zajęcie. Poszedłem do lekarza, pogadałem „do ręki”, jestem „głuchy” i nie mogę wozić „ludków”.