DZIEŃ W TRASIE – ROZBÓJ NA PARKINGU

Tym razem może nie będzie to przygoda, co niemiłe wspomnienie. Wydarzyło się to wprawdzie przed laty, ale do dziś tę noc pamiętam bardzo dokładnie. Wyjeżdżałem na Zachód i zatrzymałem się na wieczorną pauzę przed Świeckiem. Było koło 22.00 więc szybka kolacja, toaleta i do spania. Nie zdążyłem jednak usnąć, gdy ktoś zapukał do drzwi. Uchyliłem nieco szybę i zobaczyłem gościa w ubraniu roboczym, który zapytał czy nie mam pożyczyć mu śrubokręt. Trochę się zdziwiłem, bo wyglądał, jakby robił grubszą naprawę i taki „fachura” nie ma śrubokręta? – pomyślałem. Sięgnąłem jednak do schowka i nie otwierając drzwi podałem mu takie narzędzie wielofunkcyjne, gdzie był też śrubokręt. On go zaczął oglądać i mówi, że z tą końcówką to chyba nie podejdzie. Zacząłem mu tłumaczyć, by ją wymienił na inną, ale on udawał, że nie rozumie. I to mnie zgubiło. Otworzyłem drzwi i pochyliłem się, by mu pomóc. Sekundę później miałem przyłożony nóż do gardła. Facet wszedł za mną do kabiny i w efekcie zabrał niemal wszystkie cenne rzeczy. Gotówkę, telefon, nawigację (wtedy to była nowość), a nawet golarkę elektryczną, która leżała na wierzchu. Akacja musiała być zaplanowana, bo w jednej chwili wyskoczył potem z kabiny, i w tym momencie pod zestaw podjechała osobówka i tyle go widziałem. Mimo że nie stałem na „dzikusie” parking nie miał monitoringu więc sprawcy zniknęli bez śladu. Z tego zdarzenia wyciągnąłem jednak naukę i od tej pory w nocy nie otwieram nikomu kabiny, a po drugie nie trzymam wartościowych rzeczy na wierzchu i np. laptopa i portfel przed pójściem spać chowam od wewnętrznej strony łóżka. A dla wszystkich przestroga, nie ufajcie „mechanikom” naprawiającym samochody w środku nocy.