#8 WSPOMNIENIA EDA – ZIŁ – SZYBKIE TOTO I DOJNE

na fot. PKS Lubin

Radzi nie radzi przenieśli mnie na „towarówkę”. Pojeździłem miesiąc na „skoka” (jeździłem autami tych co byli niedysponowani, bywało ich wielu wskutek „nadużycia” poprzedniego dnia).

Pod płotem stał ZIŁ. Dowiedziałem się, że nie chcą go przyjąć do naprawy „głównej”, ma rozmrożony blok i pęknięty wał korbowy. Producent nie dostarczał żadnych części zamiennych – „kooperacja” w ramach RWPG. Idę do technicznego i nadaję mu, że jak ja odprowadzę tego ZIŁ-a to mi go przydzielą. Zgodził się. W tych czasach ZIŁ to było „cacko”. Szybkie toto było i dojne. Załadowaliśmy z koleżką ZIŁ-ka na Stara łamańca i wio do Solca Kujawskiego. KZNS (Kujawskie Zakłady Naprawy Samochodów) był szpitalem dla ruskich maszyn.

Przedstawiciel PKS (gębą czerwoną jak u Tatara „twarz” od nadmiaru kalorii) dostał w „miech” i po sześciu godzinkach jadę do domciu nowizną. Tylko koła zostały pekaesowskie – reszta – jak z igły. Do dziś mam sentyment do tego autka, niby żelaz, a jednak miało to duszę. Odpłacał mi tym samym, nigdy mnie nie zawiódł.

Po umeblowaniu „Pczółki”, bo tak go pieszczotliwie nazwałem i taką ksywkę miał pośród kolegów. Po tygodniu, pojechałem do Sanoka po „teściówkę” (przyczepa 6 ton ładowności). Dostałem dysponenta; dział zaopatrzenia ZG Lubin Sekcja Metalową. Poznałem Staszka – zaopatrzeniowiec – wesoły chłopak, kawalarz jakich mało (kończył „ekonomię” zaocznie we Wrocławiu). Dopasowaliśmy się. Miał jedną wadę, a może zaletę? Kochliwy był jak kot w marcu. Jeździliśmy po całej Polsce za komponentami potrzebnymi do funkcjonowania kopalni.

Mijały lata, przybywało doświadczeń w księdze zwanej życiem. Gierek zaczynał się nie sprawdzać. Nadszedł czas spłacania zaciągniętych pożyczek, ale jakoś to wszystko się jeszcze toczyło. Że kiedyś to się wszystko rozsypie, każdy sobie zdawał sprawę tylko nie bardzo wiadomo było kiedy?

Nadszedł czas, że musiałem rozstać się z „Pczółką”. Minął termin eksploatacji poszła pod palnik. Szkoda mi było tego autka.

Na otarcie łez dostałem nowego Jelcza z „teściową”. Również nowego dysponenta. Woziłem „prochy” (proszki do prania) z Zakładów Chemii Gospodarczej w Ścinawie po wszystkich AGD, PZGS i RUCH w całej Polsce.

Do dziś pamiętam ciasne magazyny RUCH-u w Piotrkowie Trybunalskim – makabra, gdy wpychałem przyczepę pod rozładunek, tamowałem ruch na głównej ulicy. Tak ciasny i pod kątem był wjazd pod rampę magazynu.