DZIEŃ W TRASIE – ŁUKASZ, TYGRYSY I MILICJANT

Na początku swojej kariery miałem epizod, że jeździłem na potrzeby rosyjskiego cyrku w Polsce, najczęściej z naczepą ze zwierzętami. Były to konie i psy choć zdarzył się też słonie, tygrysy i lwy. Trudno powiedzieć, które zwierzęta były najgorsze do transportowania, ale chyba jednak słoń. Niby cały czas w czasie drogi stoi, z tym tylko, że praktycznie cały czas przestępuje z nogi na nogę przez co naczepa się buja. Dużo spokojniej wozi się konie, bo one stoją w swoich boksach i gdy tylko samochód ruszy, szeroko rozstawiają nogi, zapierają się i tak nieruchomo spędzają podróż. Wożąc jednak tak nietypowy towar, stosunkowo łatwo o zabawne historie. Kiedyś na przykład zatrzymał mnie, jeszcze wtedy, milicjant i zażądał dokumentów. Problem pojawił się od razu, bo w cyrku panowała zasada, że kierowca miał przy sobie tylko „papiery” od ciągnika, a te do naczepy zawsze leżały w biurze. Wynikało to stąd, ze w zależności jak szybko, które zwierzęta udało się do naczepy wprowadzić, te ruszały pierwsze. Kierowca właściwie nie miał wpływu, z czym pojedzie. Trafiłem jednak na służbistę, który powiedział, że nie mogę dalej bez dokumentów jechać. Więc spokojnie mówię, mu że OK, nie ma problemu. Skoro ciągnik jest w porządku, to odpinam naczepę i jadę po dokumenty do niej, a on niech w międzyczasie popilnuje zwierząt. A co to za zwierzęta? – pyta. No kotki, mówię, tylko takie trochę większe. No tygrysy po prostu. Szkoda, że nie wiedzieliście jego miny… A to, że od razu kazał mi jechać,  to chyba nie muszę dodawać ?