BYĆ KIEROWCĄ – MARYSIA – PIERWSZA TRASA (1)

Moja przygoda z kierownicą rozpoczęła się, kiedy podsunięto mi pomysł pracy jako kierowca busa na trasach międzynarodowych. Od momentu zdania na prawo jazdy kochałam prowadzić samochód, zaczęłam interesować się motoryzacją, a że jestem odważna i samodzielna, więc pomyślałam – no pewnie!
Znalazłam firmę, która bez problemu zatrudniła mnie bez jakiegokolwiek doświadczenia. Super! Odebrałam busa z zabudową blaszaną. Byłam tak podekscytowana, że nie widziałam paru mankamentów, które później okazały się mieć duże znaczenie.
Nie miałam kompletnie pojęcia, jak wygląda taka praca, co będzie mi potrzebne. Kupiłam podstawowe rzeczy i czekałam na telefon w sprawie pierwszej trasy. Oczekiwanie przedłużało się przez parę dni, więc na szybko jeszcze kupiłam butlę gazową – i to była chyba najlepsza rzecz, którą w czasie przygotowań zrobiłam… W ostatni wieczór przed wyjazdem koleżanka zapytała się mnie, czy mam tachobooki? – Yyy, co to takiego? Weszłam w Internet, wydrukowałam; ale jak to się wypełnia? Ach, tym będę martwić się później.
Pojechałam na załadunek w piątej i był to mój pierwszy kontakt z taką firmą. Wręczono mi jakieś dokumenty, na których znalazłam adres rozładunku – Francja na poniedziałek. To mam mnóstwo czasu – pomyślałam. Na świeżo kupionej nawigacji i papierowej mapie (nie miałam dostępu do Internetu za granicą), ot tak sobie jechałam.

Postanowiłam nocować na granicy w Saarbrucken, gdzie znalazłam jakąś małą stację benzynową. Na moje nieszczęście była mroźna zima i 20 stopni mrozu, a Webasto okazało się nie działać… Silnikiem nie dało się nagrzać blaszaka bez ściany grodziowej z paką, bo tu było samoróbne łóżko… Dzięki tej butli gazowej nie zamarzłam, bo mogłam sobie robić coś ciepłego do picia, okryłam się wszystkim, czym było można. Nocą podjeżdżały samochody z jakąś młodzieżą, pewnie z imprez, którzy kręcili się obok mojego busa. Pukali, trzęśli nim. Tak, byłam dość mocno zestresowana. Po jakimś czasie usłyszałam dobijanie się do drzwi i kiedy postanowiłam odsłonić firanę i otworzyć szybę, okazało się, że to właściciel i karze mi się wynosić. Pojechałam dalej, ale w czasie jazdy ciężko mi było się zagrzać, więc cały czas byłam w grubej, zimowej kurtce. W sobotę zjechałam na duży parking przy autostradzie, gdzie stało mnóstwo polskich busików. Ustawiłam się między nimi. Pierwszy raz skorzystałam z parkingowego prysznica, na szczęście ciepłego. Koledzy z parkingu byli dość zainteresowani obecnością kobiety kierowcy, pytali się mnie o wszystko, rozmawiali. Zaprosili do siebie, oglądaliśmy telewizję, jakoś czas minął. W poniedziałek wczesnym ranem ruszyłam na rozładunek, znalazłam firmę, towar zrzucono i… co dalej?