DZIEŃ W TRASIE – MACIEK – ZESTAWEM NA… DYSKOTEKĘ

W wolnej chwili kolejna z setek opowieści z trasy.

Ponieważ mój spedytor załatwił ładunki z wyprzedzeniem, po sobotnim rozładunku dostałem zlecenie-załadunek na stadion BVB w Dortmundzie! „Masz być tam w niedzielę po godz. 22.00, a teraz jedź na pompę i się wypauzuj”. „OK” odpisałem i pojechałem na parking. Przy piwku dowiedziałem się, że wprawdzie zakaz się kończy o 22.00, ale… po pierwsze – Niemcy maja długi weekend, a po drugie – w okolicach stadionu nie wolno wjechać po tej godzinie ciężarówką… Trudno – pomyślałem – co będzie to będzie. Minęła 22.00 i „ogień na tłoki”. Zakazem się nie przejmowałem, pojechałem według współrzędnych GPS, a tam…rzeczywiście stadion i parking dla osobówek, zapełniony jak to podczas meczu… Trudno, teraz się wkopałem… Biorę zlecenie i idę do ochrony. Wszystko niby się zgadzało, po meczu jest koncert rockowy jakiegoś znanego zespołu i dyskoteka, a do załadunku jest scena estradowa tylko, to nie tu miałem wjechać, a od zaplecza. Zupełnie inną bramą! Zapytali, czy dam radę jakoś „zawinąć rogala” i pojechać pod bramę techniczną. Machnąłem ramionami i mówię: skoro wjechałem przodem to i tyłem wyjadę. Trochę się nagimnastykowałem, ale dałem radę. Zdążyłem ruszyć i zatrzymała mnie policja, z pytaniem: co ja tutaj robię?

Po chwili wyjaśnień stwierdzili, że na „bombach” mnie zaprowadzą, żebym po mieście w nocy się nie kręcił. OK, dla mnie lepiej, nie będę musiał szukać tej bramy technicznej i pojechałem za nimi, takimi uliczkami, że w życiu bym sam nie trafił. Pokazali ręką bramę, że to tu, pomachali i pojechali, a ja wjeżdżam pod tę bramę. Ochroniarz mnie wpuścił, ja patrzę i oczom nie wierzę. Jestem… centralnie na zapleczu stadionu. Dookoła karetki, straż pożarna itd. Jak mnie zobaczyli, to wzbudziłem większą ciekawość niż końcówka meczu. Łapali się za głowę, co ja tu robię? Że tak, to tutaj, że wszystko się zgadza, ale załadunek dopiero jutro po koncercie i na litość boską proszą, żebym się przeniósł na parking dla autobusów, bo się straszne zamieszanie zrobiło! Ha! – pomyślałem, łatwiej powiedzieć jak to zrobić, skoro miejsca jest „jak kot napłakał” i pełno karetek dookoła, które stały jak „bezpańskie” psy. Męczyłem się dobre 40 min, karetki poprzestawiali, więc dałem radę, pojechałem na parking dla autobusów gości. Tam miejsca było już dużo, w dodatku stały jeszcze dwie polskie ciężarówki, więc „odstawiłem kamiona” i… poszedłem na dyskotekę, która była 50 m od mojego auta. Nazajutrz zaplanowałem sobie zwiedzanie stadionu. Ot taki dzień w trasie!