DZIEŃ W TRASIE – MARYSIA KONTRA INFRASTRUKTURA (2)

cd…

Rzadko kiedy na firmach, gdzie się ładuję lub rozładowuję jest możliwość skorzystania z prysznica. Zdarza się, że nawet z toaletą jest problem. Aż niejednokrotnie przypomniały mi się czasy pracy „na kraju”, kiedy na kopalniach nie było nawet Toi-Toi, a trzeba było zostać na noc…

Jeśli chodzi o cenę prysznicowego udogodnienia, to praktycznie w każdym kraju średnio kosztuje on 3 euro. Dla mnie jednak jest to sprawa drugorzędna, bo na higienie nie oszczędzam. Zawsze wybieram płatny prysznic, jeśli nawet na parkingu jest też bezpłatny. Wtedy jest pewniejsza ciepła woda i czystość, choć muszę przyznać, że są też bezpłatne prysznice, bardzo zadbane.

Szczęściem moim jest to, że w domu jestem praktycznie co weekend i nie muszę szukać dodatkowo pralek, by chodzić w czystych rzeczach. Jak na razie widziałam możliwość skorzystania z pralni we Francji i w Polsce, ale pewnie dlatego tylko w dwóch krajach, że raczej się za nimi nie rozglądałam. Wiadomo, że trzeba oszacować jaką garderobę i konkretnie, ile czego trzeba zabrać na daną trasę, pamiętając oczywiście o „zapasie” bo załadunki bywają różne i ubrudzić się jest bardzo łatwo.
Cały czas jednak powtarzam, że higiena kierowcy jest kwestią przede wszystkim chęci i nawyków, bo możliwości są coraz szersze. I czy będziemy chodzić czyści i pachnący, czy też odwrotnie – zależy tylko od nas samych.