DZIEŃ W TRASIE – MARYSIA – ZIMĄ NA KOPALNI (1)

Przygód w pracy kierowcy zawodowego jest mnóstwo, tym bardziej, jeśli kierowcą jest kobietą.
Kilka razy zdarzyło mi się, że ochrona w danej firmie nie chciała uwierzyć, że to właśnie ja przyjechałam zestawem. Jednemu panu na kopalni o mało co nie musiałam pokazać swojej ciężarówki na parkingu, bo cały czas był przekonany, że jestem pasażerem kolegi i mi tutaj być nie wolno.
I właśnie a propos kopalni, wspominam swój chyba najgorszy załadunek, bardzo ciężki dzień. Zima, ciągłe opady śniegu, ślisko. Dojechałam na kopalniany parking, gdzie bardziej, niż ilość samochodów oczekujących w kolejce przeraziła mnie objętość śniegu. Po paru ładnych godzinach oczekiwania już miała być moja kolej na wjazd, więc trzeba było wyrzucić zalegający śnieg z naczepy. Plandeki nie mogłam mieć założonej, bo nie mogłabym jej zwinąć przez ciężar. To było małe piwo i rozgrzewka przed dalszymi wrażeniami.
Wyjazd z parkingu na teren kopalni był katastrofą, a jeszcze gorzej było, kiedy trzeba było wyminąć się z ciężarówka z naprzeciwka na wąskiej, oblodzonej drodze dojazdowej… W końcu udało się dojechać do bramy, gdzie moje nerwy znów rozgrzał pan ochroniarz uznając, że tę małą garstkę zalegającego w rogu poprzedniego materiału muszę wyrzucić. Nic nie było by w tym złego, gdyby nie mój kończący się, piętnastogodzinny czas pracy…

dokończenie historii już jutro…