PATI, DLA KTÓREJ CIĘŻARÓWKA NIE JEST NAJWIĘKSZYM WYZWANIEM (2)

Zawsze uważałam, że ludzie mający swoje hobby, pasje, są ciekawsi. Nawet, jeśli nie ma się wspólnego tematu do rozmów, można posłuchać o czyichś zainteresowaniach, zainspirować się nimi, porozmawiać i dowiedzieć czegoś nowego. Pasja, to też możliwość robienia czegoś dla siebie. Takie coś, co jest „tylko moje”. Mała, lub (większa) odskocznia od pracy, obowiązków, codziennego życia. Większość moich zainteresowań jest artystyczna – manualna (pieczenie pierniczków, układanie bukietów), chodź ostatnio postawiłam sobie na poprzeczkę zdecydowanie wyżej – wybrałam pasję, która uskrzydla. Nigdy nie miałam lęku wysokości. Skoki spadochronowe, najwyższe i najbardziej ekstremalne karuzele i diabelskie młyny w wesołych miasteczkach były niczym innym, jak zachętą do podziwiania ziemi z perspektywy. W końcu, przyszedł moment, kiedy postanowiłam spróbować czegoś naprawdę ekstremalnego. Długo się nie zastanawiałam co powinnam wybrać…

Pierwszy swój lot na spadochronie miałam w Gdańsku i szczerze mówiąc, nie zdawałam sobie sprawy, z tego co mnie czeka. Nieudany start, chyba mocno mnie zmotywował do następnej próby. Przypływ adrenaliny mieszkał się ze strachem. Przerażenie dopadło mnie w trakcie samego lądowania, ale to była chwila i już stąpałam po ziemi. Równocześnie jednak wiedziałam, że jeżeli będę miała jeszcze możliwość wzbić się w powietrze, z całą pewnością skorzystam z okazji. W dzisiejszych czasach, latanie nie jest tak elitarne jak kilkanaście lat temu i praktycznie każdy, może spróbować swych sił w powietrzu. Trzeba dysponować tylko w miarę dobrym zdrowiem, czasem i odpowiednią sumą pieniędzy, ponieważ nie jest to tanie hobby, ale jak już wciągnie, to nie ma na to lekarstwa. W przyszłości chciałabym zrobić licencję pilota samolotu ultralekkiego czy motolotni, ale na chwilę obecną mam inne plany… Niemniej o nich opowiem innym razem…