#16 WSPOMNIENIA EDA – DZIEWICZA JAZDA NA BLISKI WSCHÓD (2)

fot. Jasiek pierwszy z lewej

Siedliśmy wspólnie nad mapą, by zorientować się pobieżnie, jak będziemy jechać. Przejścia graniczne wyznaczał karnet TIR w Europie i Manifest od tureckiej granicy. Z Pontivy do Ammanu – przez Polskę (umowa przewoźników TIR stanowiła, że z tranzytowym ładunkiem przewoźnik musi jechać przez kraj, który jest – za przeproszeniem – członkiem tej umowy i właścicielem jednostki transportu – auta). PEKAES był polskim przewoźnikiem, członkiem TIR – tym samym „List przewozowy” francuski i Karnet TIR był ważny tylko do Kapikule (granica Bułgarii z Turcją). Potem wprawdzie był nadal ważny, ale tylko z Manifestem (arabski odpowiednik Karnetu TIR) wypełnionym po arabsku, upoważniającym przewóz ładunku przez tranzytowe kraje arabskie.

Pani „arabistka” w Bielsku-Białej, nanosiła dane ładunku z Karnetu TIR na Manifest, który upoważniał ładunek do przekroczenia danej arabskiej granicy i dowiezienie ładunku do odbiorcy. Wyszło nam, że mamy do pokonania około 5500 km w jedną stronę i kilka stref klimatycznych. Nieźle! Poszliśmy zobaczyć jak ładują te jaja. Jaśka już kończyli. 36 palet, na których były kontenery, a w każdym cztery kartony z mniejszymi kartonami. Ważyło to wszystko 18 t. Jasiek odjechał z pod rampy gdzie ja się ustawiłem.

„Po choleru im tyle jajek?” – dociekał Jasiek. Obstawałem przy tym, że król Jordanii – Husajn I (kojarzył mi się z Seanem Connerym) będzie miał urodziny i tort będą piekli dla poddanych. Może i my się załapiemy na uroczystość? Ot, było by fajnie – zaakceptował Jasiek i ostrzegł mnie, że będzie tam bardzo gorąco, pić trzeba dużo, by „organis” działał jak należy (Jasiek był już kilka razy na Bliskim Wschodzie, najdalej w Kuwejcie) i zapewniał mnie, że mimo uzupełniania płynów, sikał będę raz na dzień, bo wszystko wypocę. Pomny tych przestróg kupiłem na pompie plastykowy 10-litrowy pojemnik na picie. Według rad Jaśka, najlepiej gasiła pragnienie wodą z octem.