DZIEŃ W TRASIE – KASIA – PASAŻEROWIE NA GAPĘ (2)

Jak za fajerą pracuję 4. rok tak pierwszy raz spotkałam się z taką akcją. Trasa Hiszpania – Anglia. Nic nadzwyczajnego. Nie pierwszy raz na UK się wybierałam. W tym roku można powiedzieć, że jestem stałym bywalcem na Wyspach. Jednak pierwszy raz miałam na naczepie imigrantów….
Mogli by zaśpiewać: „Było nas trzech”, ale w rzeczywistości było ich trzynastu ? powiedzieli, że wpuścił ich na naczepę kierowca. Mężczyzna na oko po „50” i siwy. Cóż do tego obrazu nie pasowałam i gdy zobaczyli kierowcę camiona nie chcieli wyjawić gdzie wsiedli i jak długo na naczepie koczowali… Gdy policja zaczęła ich wyciągać wyglądali dość kiepsko… Co się dziwić, skoro spędzili Bóg wie ile czasu leżąc na paletach mając około 30 cm przestrzeni między paletą a dachem ?
Przesłuchano mnie, wypytywano o to, kiedy ostatni raz robiłam przerwę i sprawdzano to z wydrukiem z tachografu. Sprawdzali skąd i dokąd towar jechał itp. Generalnie nie zostałam potraktowana jako przestępca, a sami przesłuchujący byli życzliwi.
Plomba była nienaruszona, kłódka na naczepie również była. Zatem jak się dostali do środka? Nacięli klamkę, wysunęli plombę a kłódkę otworzyli wytrychem ? a ja nic nie poczułam… Oczywiście na pewno nie stali za tym imigranci, bo skąd by się znaleźli blisko 500 km od portu (tam ostatni raz spałam i nie miałam oka na naczepę) z drabiną?
Chora akcja…

Po tym jak zostałam przesłuchana w Calais przez funkcjonariuszy z UK dostałam się na Wyspy. Od soboty wieczorem do środy koczowałam w Dover czekając na informację „co dalej?”. Trzeciego dnia, gdy już chodziłam po ścianach „kamiona” udałam się w okolice Coventry na inspekcję towaru. Na miejscu spotkałam dwóch pracowników firmy specjalizującej się w przeładunkach towarów skażonych oraz przedstawiciela z towarzystwa ubezpieczeniowego, którego firma, w której pracuję jest klientem. Oględziny oraz przepakowanie towaru zajęło niecałe 3 godziny. Ładunek skażony zostanie zutylizowany przez firmę, która dokonywała oględziny. Dowiedziałam się, że za ładunek skażony uważa się taki, który został spryskany moczem, kałem czy otwarty (np. z plastikowych opakowań okalających bezpośrednio towar). Gdy na naczepie znajdzie się kał wtedy cały ładunek idzie do utylizacji. W moim przypadku ponad połowa ładunku została zniszczona. Do tego znaleziono na naczepie nóż typu wojskowego, ząbkowany, który miał 13-cm ostrze… A francuski oficer policji proponował mi wejście po drabinie na naczepę i chodzenie po mierzących 180 cm paletach… Najprawdopodobniej mój lęk wysokości ocalił mi życie… Po załadowaniu ocalałych palet na naczepę miałam krótką rozmowę z przedstawicielem stowarzyszenia ubezpieczeniowego. Streściłam przebieg trasy i okoliczności ujawnienia imigrantów, a także ile dni towar znajdował się na naczepie. Teraz czekam na nową awizacje, aby rozładować nadający się jeszcze do tego towar.