BYĆ KIEROWCĄ – SEBASTIAN (1)

Gdy miałem 13 lat przyjechał do nas wujek ciężarówką Volvo FH i od razu ten samochód bardzo mi się spodobał, bo był duży i fajny. Zaparkował go u nas na podwórku, a ja cały czas się koło niego kręciłem, bo zawsze interesowały mnie maszyny, zwłaszcza te, które miały silnik i koła. Potem pojechałem z nim w pierwsze krótkie trasy i bardzo mi się to spodobało, a przeszczęśliwy wprost byłem, gdy siedząc u wujka na kolanach sam mogłem ciężarówką kierować. Bardzo też podobały mi się spotkania kierowców na parkingach. Tam przy kawie opowiadali sobie o ciekawych trasach i wtedy właściwie podjąłem decyzję – też zostanę kierowcą ciężarówki. Gdy dorosłem, chwilę popracowałem jako pracownik ochrony, ale przed 11 laty zacząłem jeździć. Początkowo były to stare wozy typu Liaz, Tatra, Star, którymi jeździłem „wokół komina”, a z czasem ciężarówki było coraz nowocześniejsze, a trasy dłuższe. Cały też ciągnęło mnie w kierunku gabarytów i wielkich ładunków. Im większy, tym większe wyzwanie do jego przewiezienia. Cel swój osiągnąłem i od paru lat wożę właśnie ponadgabaryty.