#20 WSPOMNIENIA EDA

Jasiek zapowiada, że czeka nas wspinaczka na Pozanti – miasteczko na najwyżej położonej przełęczy na drodze ze Istambułu do Adany, które leży na wysokości 1360 metrów i 13 cm. Dwa razy wyżej jak Zakopane! – Nie ma obaw, wdrapiemy się, my taternicy – zapewnia Jasiek. Zaczynał się zmrok – marzec, godzina 18.00. – Gdy będziemy około trzydziestu kilometrów od Pozanti – zobaczysz bardzo wysoko, w prawym górnym skraju szyby niby gwiazdkę, to będzie Pozanti, po dobrej godzinie się tam wdrapiemy – klarował Jasiek. Rzeczywiście. Zaraz za Aksarayem zaczęła się wspinaczka, najpierw na górki, później na góry aż w końcu tureckie Tatry! Auto z ładunkiem 40 ton silnik miał co wywlec na górę. Nie protestował, nawet temperaturą silnika, jedynie wentylator czasami się włączał, by balans ciepła utrzymać na optymalnym poziomie. Wdrapaliśmy się! Teraz zjazd. Żelazna zasada: Na jakim biegu na górę wjeżdżałeś na takim zjeżdżaj! No można, o pół biegu wyżej – NIE WIĘCEJ, bo spalisz auto. 80 kilometrów w dół. Zjechaliśmy do Yenice po północy. Parking i „w pióra”.

Z Yenice do Cilvegozu (granicą turecko syryjską) 250 km robimy w trzy i pół godziny. Piękne krajobrazy, chciałoby się stanąć i podziwiać, trzeba jechać jednak i oglądać w przelocie. To co można zobaczyć, też nie do pogardzenia. Odcinek drogi biegnie wzdłuż wybrzeża. Śródziemne błyszczy błękitem. Za Ikienderum wjeżdżamy na wyższy poziom, serpentyny i wyżej, wyżej. Zaś lekko w dół by po chwili w górę. Cholera! Nie można by jakiegoś spycha i wyrównać? Granicą (TR-SYR). Szybko po stronie tureckiej i… dłużej,  niestety po syryjskiej.

Urząd Celny Sarmada. Pełna kultura. Pomagier pana za biurkiem, przynosi nam w szklaneczkach coś czarnego – na wierzchu brązowe – jak ulepek, słodsze od miodu – ukrop! Pan urzędnik poprosił byśmy się rozgościli (trochę po angielsku, trochę w języku migowym). Siedliśmy w fotelach za stolikiem. Na stoliku gazety, które zamiast liter mają rozsypaną luzem herbatę na stronach. Pod ścianą telewizorek, na ekranie Hafiz al-Asad – prezydent i jakiś rewelacyjny teledysk do piosenki, której refren brzmiał mniej więcej tak: „Hafiz al-Asad, Hafiz al-Asad, Hafiz al-Asad!”. Szereg zmontowanych dynamicznie przebitek – prezydent Hafiz al-Asad przemawia, prezydent Regan bije brawo, sekretarz Breżniew uśmiecha się, prezydent Hafiz al-Asad udziela robotnikom wskazówek dotyczących walcowania stali na zimno. Można by podejrzewać pana urzędnika o zaburzenie narządu słuchu objawiające się nieprawidłowościami przewodzenia dźwięków lub w ich odbiorze?

Wreszcie, odprawa została dokonana, pan urzędnik biegał z naszymi papierami po innych pokojach dlatego uporaliśmy się z czajem. Podziękowaliśmy za gościnę pięknie, a nam życzono Good luck…

   

Oto i ON – Hafiz al-Assad