38# WSPOMNIENIA EDA – MILICJA WIE LEPIEJ (2)

Odkręciłem (w Pewexsie były z nakrętka, dla hołoty w sklepach z kapslem) i polewam. Zaoponował! On na służbie – nie może. Zapytałem czy ja mogę? Ja już po służbie. Proszę bardzo – odrzekł. Nalałem se z czubkiem i w siebie – zapijając, lurowatym kawskiem. Słucham uważnie.

– Co pana interesuje w związku z moją profesją? – zagaiłem – polewając jeszcze raz do pełna..

– Panie Edwardzie. W różnych miejscach pan bywa które nas bardzo interesują. Ze względu na obronność naszej ojczyzny – podkreślił z naciskiem. Przerywając mu w pół słowa – mówię;

– Przecież mamy Wojsko Polskie, które chyba spełnia tę rolę? Bardziej zapytałem jak stwierdziłem – wlewając w siebie zawartość szklanki.

– No tak, ale w pewne sprawy, do których pan ma dostęp my nie mamy i w związku z tym mógłby pan sporządzać raporty, do tego zdjęcia. Pomyśl pan – zakończył stwierdzeniem. Polałem następną, wypiłem i wpadłem w głęboką zadumę…

– Panie Edwardzie, dużo pan może? – zapytał.

– Nie wiem – sprawdzam. Wypiłem połowę szklanki.

– Panie kapitanie, z wielką ochotą pierdolnę, to co robię dotychczas, a bardzo chętnie będę pracował u was. Dajcie mi jakieś Mercedesa bym się nie odróżniał, dobry aparat fotograficzny i pensję bym żył na tej samej stopie i już jesteśmy współpracownikami – proste? Praca jaką mi pan proponuje, panie kapitanie, wydaje mi się niezmiernie łatwą i przyjemną. Nigdzie na Zachodzie nie widziałem zakazu fotografowania – jak w Polsce – np. dworców kolejowych które Niemcy budowali…

Wypiłem resztę ze szklanki i popiłem kawą napełniając szklankę.

– Wydaje mi się, że się nie rozumiemy panie Edwardzie. Niech Pan pomyśli nad naszą propozycją. My też możemy panu pomóc.

– W czym, przepraszam? – zapytałem.

– No… w wielu sprawach – zapewnił.

Patrząc mu prosto w oczy mówię;

– Miły panie, bardzo serdecznie dziękuję za pomoc. Wędkuję pan? – zapytałem.

– Nie, czasu brak – odparł.

– Więc nie będę panu więcej przeszkadzał. Dziękuję za towarzystwo i kawę.

Wypiłem nalane. Zakręciłem flachę chowając ja w rękaw i wyszedłem zataczając się z lekka by stworzyć odpowiedni obraz do sytuacji.

Sytuacja, powtórzyła się po upływie ponad roku – tyle, że w innym miejscu. Dostałem list z komendy wojewódzkiej w Pile (mieszkaliśmy już w Trzciance), bym zgłosił się w związku z odnową paszportu. Lekko zdziwiony jadę. Miła pani (sąsiadka z segmentu oddalonego o trzy domy od mojego), nagabuje mnie, podobnie jak słubicki kapitan. Zastrzeliłem ja pytaniem;

– Czy pani myśli, że wpadła pani pierwsza na taki pomysł?

Przeprosiła z uśmiechem. Podziękowała za fatygę – życząc przyjemnej pracy.

37# WSPOMNIENIA EDA – MILICJA WIE LEPIEJ (1)

Pracowałem już jakiś czas w firmie. Zjeździłem kawał Europy i Bliskiego Wschodu… Stykając się z „rodziną” tzn. kolegami z firmy; to u „Dziadka” w Bagdadzie, to na promie „Hellas”, „Syria” albo i na „Janie Heweliuszu”.

Słyszałem już od kolegów co nie co w tym temacie, ale – pomyślałem sobie, że może mnie to nie dotyczy… Aż któregoś dnia po powrocie z Zachodu, dyspozytor Zdzisiek Grzelka daje mi kartkę na której pisze, że mam się zgłosić pod podanym adresem o określonej godzinie. Pytany, o co biega wzruszył ramionami i powiedział:

„Idź, dowiesz się, ja nie wiem?”. Aha, wiem co jest grane! Odpaliłem skorupę i jadę. Adres znalazłem w komendzie milicji. Włażę, rozglądam się. Siedzi za biurkiem dyżurny. Wskazał mi numer pokoju jaki widniał na kartce. Zanim wlazłem na drugie piętro już „Jechowiec” czekał na mnie przy schodach i zaprasza; „fallow me”. Proszę usiąść – wskazał mi krzesło. „Kapitan „jakiśtam” jestem panie Edwardzie”…

– Za co?! – pytam.

– Nie, nie. Pomyłka. Interesują nas pewne sprawy związane z pana pracą.

– Oki, ile to potrwa – pytam?

– Noo trochę potrwa – gada.

– Więc umówmy się na inny termin. Wróciłem z podróży. Jestem głodny, brudny, żona z dzieciakami czeka. Może innym razem gdy będę w Słubicach przyjdę Oki?

– Oki – zgodził się na propozycję.

– Nara!

Wyszedłem i po kilku dniach zapomniałem. Kapitan nie zapomniał. Zaś karteczka z adresem u dyspozytora przypomniał mi o danej obietnicy. Idąc powtórnie, wstąpiłem do Pewexu, kupiłem wodę rozmowna (0,75 „Żyta”). Po uprzejmościach, kapitan proponuję kawę. Poprosiłem, i jeszcze ekstra dwie szklanki. Przyniósł kawę i dwie szklanki. Wyciągnąłem z rękawa kurtki „znieczulenie miejscowe”. Gospodarz tym czasem, rozsiadł się za biurkiem i zaczął z uwaga przewracać jakieś kwity nadając powagi miejscu, sobie i chwili.