KRZYSIEK – WAŻNA JEST MOTYWACJA I DOBRY TRENER

Nie ukrywam, że trochę mnie to zniechęciło i miałem taką chwilę przestoju, ale patrzę, a tu po 3 miesiącach waga znowu idzie w górę. Zacząłem więc obserwować różne grupy sportowe, przede wszystkim żeby złapać jakąś motywację, a po drugie nabyć trochę wiedzy, by wiedzieć, jak mam się do sprawy zabrać. Szczególną uwagę zwracałem na jedną dziewczynę – Ilonę – która zdobyło mistrzostwo świata w kulturystyce bodajże w 2017 r. Ona mi naprawdę zaimponowała, bo miała tak pięknie wyrzeźbione ciało, że pomyślałem sobie, że skoro kobieta potrafi, to co, ja nie dam rady? Na dodatek okazało się, że mieszka ona ode mnie ok. 30 km. Pewnego dnia więc do niej napisałem i zaczęliśmy współpracować. Ona wiadomo, wykwalifikowany trener, z bagażem doświadczeń i na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już pojawiły się po kilku miesiącach. Dieta, treningi szły na 100%, a że jeździłem w międzynarodówce w systemie 3/1 to w trasie spędzałem większość czasu. Specjalnie nie brałem ze sobą żadnych przekąsek, aby nie podjadać, a każdą wolną chwilę przeznaczałem na ćwiczenia. I wówczas stwierdziłem, że chcę iść dalej tą drogą i trochę zacząłem kombinować, by mieć dostęp do siłowni. A że urodził mi się syn Sebastian, który gdy zaczął mówić, wołał: „Tato nie jedź” postanowiłem zmienić charakter pracy i właśnie przejść na „krajówkę”.

Kierowcą jestem od przeszło 10 lat i obecnie głównie jeżdżę „solówką” z HDS-em, wcześniej „latałem” cały czas na międzynarodówce, ale że chciałem być codziennie w domu dwa lata temu zmieniłem pracę. Zawód, który wykonuję wybrałem całkowicie niechcący. Ojciec mojego kolegi jeździł całe życie, a my we dwóch w tej samej firmie zatrudniliśmy się jako magazynierzy, ale mając cały czas do czynienia z kierowcami, sami w końcu zrobiliśmy prawo jazdy. A że od dziecka wszystko co miało koła, kierownicę i silnik bardzo mnie interesowało, szybko odnalazłem się w tym zawodzie. Chociaż nie wszytko na początku wyglądało różowo. Jak jeździłem na międzynarodówce, to właściwie jadłem byle co i w znacznych ilościach. W efekcie w roku 2016 r. doszedłem do masy ciała prawie 100 kg przy wzroście 173 cm. Doszło nawet do tego, że ciężko było nawet skarpetki zakładać i wówczas zdałem sobie sprawę z faktu, że coś jest nie w porządku.  Chciałem coś w życiu zmienić i zacząłem właśnie od jedzenia. Przestałem jeść ten „syf” i od razu zobaczyłem, że już nie jestem taki leniwy, bo nie jestem przejedzony. Przede wszystkim ograniczyłem słodycze, bo np. czekoladę potrafiłem zjeść jak batona, czyli na jeden raz… Przez pół roku schudłem ok. 10 kg, ale potem waga stanęła i stwierdziłem, że sama dietą więcej nie wskóram i muszę zacząć ćwiczyć.

Pozdrawiam

Krzysiek