„WALDY” W ĆWICZENIACH SŁUCHA WŁASNEGO CIAŁA

W ćwiczeniach bardzo ważne jest, by słuchać własnego ciała. Jeżeli dajmy na to skaczę na skakance i czuję, że mam dość, to przestaję. Choć generalnie lubię się męczyć, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Dlatego jednemu wystarczy poskakać 5 minut i ma dość, a drugi będzie to robił przez 20 minut, oczywiście z przerwami. Ważniejsza w ćwiczeniach jest systematyczność i silna wola. Nie ma co szukać wymówek, że pada lub wieje , bo nawet jak pogoda nie jest sprzyjająca to ćwiczenia można zmienić i np. zrobić trening w kabinie. Bo trzeba pamiętać, że wszelkie hamulce i bariery są w naszych głowach i trzeba je jakoś przezwyciężyć, choć muszę przyznać, że nie jest to prosta sprawa.

Sam wożę ze sobą ławeczkę, hantle, gumy, bo staram się stosować trening zróżnicowany. Raz wolę się porozciągać, innym razem coś podźwigać. A że co drugi, trzeci tydzień w trasie jestem innym autem nie mogę zabrać ze sobą tyle sprzętu, ile bym chciał, bo jestem ograniczony miejscem. Dlatego nie zabieram sztangi, ani większych ciężarów, ale raczej te mniejsze akcesoria, by nie utrudniać sobie życia. Ale zawsze mam np. uchwyty do pompek, bo akurat to ćwiczenie jest podstawą mojego treningu. Generalnie mam zasadę, że w miarę możliwości, każde wyjście z kabiny to 30 pompek. I efekt jest taki, że jak skończę pracę i zjadę na parking to mam już ich zrobionych minimum 300.

Jak wspominałem wcześniej , zwłaszcza na początku, gdy ćwiczyłem na parkingu spotykałem się z różnymi reakcjami, ale najbardziej motywowały mnie te, głównie od zagranicznych kierowców, gdy podchodzili i mówili: „Very good”. Zacząłem więc stopniowo doposażać swą minisiłownię i obecnie wożę ze sobą: ławeczkę skośną, która służy głównie do robienia brzuszków, do tego gumy oporowe, które są o tyle lepsze od klasycznych ciężarków, bo są lżejsze, zajmują mniej miejsca i praktycznie o wszystko można je zahaczyć. To nie są drogie rzeczy i są one w różnych kolorach, które świadczą o ich rozciągliwości. Ja głównie korzystam z pomarańczowych, które mają opór ok. 25 kg. Oczywiście mam ze sobą skakankę, którą ostatnio polubiłem, choć musiałem się do niej trochę przekonać, bo swoje ważę. Mam 190 cm wzrostu i obecnie ważę 104 kg. Ale jest to o tyle ważna sprawa, bo skakanka aktywuje całe ciało i w efekcie, jak się dużo skacze, to potem bolą i ręce i nogi. I co też istotne, te ćwiczenia zajmują mało czasu, bo skacze się minutę, potem 2-3 minuty odpoczynku i znowu. Generalnie to też nie jest jakiś wydatek, bo ja zaczynałem od sznurka, a dopiero potem kupiłem tzw. bokserską z łożyskami, dzięki którym się ona nie plącze.