BYĆ KIEROWCĄ – EWA (2) – SZKOLENIA DLA KIEROWCÓW NIEWIELE WNOSZĄ…

Nie miałam wcześniej do czynienia z ciężarówkami i transportem więc byłam chłonna wiedzy. Wiedziałam, że przecież na drodze będzie trzeba sobie umieć radzić. Jak się jednak okazało było to raczej „odbębnienie” godzin, które trzeba było zaliczyć, a uczyć się miałam sama z książki, którą dostałam. Choć gwoli uczciwości muszę przyznać, że powiedziano mi, że jak czegoś nie zrozumiem lub nie będę pewna, to oczywiście mogę o to dopytać osobę prowadzącą szkolenie…

Zdecydowanie lepiej było jeśli chodzi o szkolenie praktyczne, tu chyba wszystko odbyło się już tak, jak powinno. Nie miałam wprawdzie symulatora jazdy, ale byłam na płycie poślizgowej, co było dla mnie bardzo cennym doświadczeniem. Jeśli chodzi o zabezpieczanie ładunku uczyłam się tego dopiero, jak już zaczęłam jeździć, ale przyznam szczerze, że nadal niektóre ładunki potrafią mnie zszokować. Na początku jeździłam w podwójnej obsadzie, miałam okazję zobaczyć „czym to się je”. Zaczęłam od jazdy z koleżanką i to ona powoli wszystko mi tłumaczyła i pokazywała. Niedawno zrobiłam dodatkowe uprawnienia ADR i kurs na wózki widłowe, który przydaje się na samodzielnych załadunkach.

BYĆ KIEROWCĄ – EWA (1)

Mam na imię Ewa i zawodowo jeżdżę od półtora roku. Wcześniej prowadziłam swoją firmę, ale ta praca nie dawała mi satysfakcji więc postanowiłam zrobić w życiu coś nowego i wsiąść za kierownicę. Myślałam, by zacząć swoją przygodę od busów, ale doszłam do wniosku, że jest to specyficzna jazda i mogłabym się przez to zrazić do transportu. By nie kombinować od razu zrobiłam uprawnienia na „duże”. Pierwszy raz w ciężarówce znalazłam się w czasie kursu prawa jazdy, bo nikt z rodziny ani znajomych zawodowo nie jeździ. Co do samego egzaminu, to był on nieco śmieszny. Zdawałam jako ostatnia z grupy w WORD-zie, a na dodatek mój egzaminator trochę się spóźnił. Zaczęło się klasycznie, odpowiedziałam na parę pytań i pokazałam, gdzie znajdują się określone elementy wtedy dopiero stres puścił zupełnie i w efekcie kat. C zrobiłam za pierwszym razem. Gorzej poszło mi na C + E, bo chyba za bardzo się wyluzowałam. Na placu wjechałam tyłem do „garażu” kiedy egzaminator powiedział mi, że jest super i jedziemy na miasto. Tak się ucieszyłam, że przy wyjeździe strąciłam wszystkie możliwe pachołki, bo zapomniałam, że przecież ciągnę „ogon” za sobą i egzamin siłą rzeczy się skończył. Za drugim razem byłam skoncentrowana do samego końca i wszystko poszło idealnie. A skoro było dobrze, postanowiłam nie zmieniać ośrodka szkoleń i w tym samym zrobiłam kwalifikację wstępną, choć jak się okazało, nie wiem, czy to była dobra decyzja… Ale o tym opowiem następnym razem.

PODOBA CI SIĘ TEN WPIS?  😎😎😎 POLUB NASZ FANPAGE!