26# LESZEK – BUTY TEŻ MAJĄ SWOJE PRZEZNACZENIE (cd)

Podjeżdżam pod rampę, bo taka była tam procedura, wysiadam z kabiny i kuśtykam w tym jednym bucie do NRD-owca, który stal przed okienkiem, bo wewnątrz było mu za gorąco. Ten patrzy na moje nogi, a ja teraz już nie wiem, może lepiej byłoby całkiem iść na bosaka? Ale za późno już.

NRD-owiec, nie w ciemię bity, zdjął czapkę z głowy, podrapał się po łysinie i tak pyta: „A kto stał obok ciebie? Czy był jakiś inny samochód?”. Nie – mówię , obok nikogo nie było, tylko puste miejsce, ale kawałek dalej stal chyba jakiś inny. „A jaki?” – pyta ciekawski urzędnik. Na cholerę mu to potrzebne, myślę sobie, ale usilnie grzebię w pamięci i wydaje mi się, że to chyba był Rumun. Urzędnik jeszcze jakieś pytania zadaje w sprawie śledztwa obuwia, a po chwili odchodzi.

Nie ma go przez dobrą chwilę, a ja nie wiem co dalej. Bo ani mnie nie odprawia, ani nic się nie dzieje, więc czekam tak na tej jednej nodze, bo mi w tym jednym bucie było nierówno i patrzę. Patrzę i co widzę? A widzę jak ten NRD-owiec idzie w moim kierunku i śmiejąc się wywija z daleka tym moim butem! Moim, tym brakującym! Mianowicie się okazało, że but mi wypadł z kabiny, jak siedziałem na parkingu i się relaksowałem po tamtej stronie, a trochę dalej stała faktycznie rumuńska ciężarówka, której kierowca zamiast go w spokoju zostawić, ewentualnie go podnieść i mi podać, to zabrał go i sobie dalej pojechał, szczęśliwie przynajmniej, że w tym samym kierunku…

NRD-owiec, chyba musiał być w Moskwie szkolony, od razu się domyślił czyja to mogła być sprawka, popatrzył tylko gdzie stoi rumuńska ciężarówka, a że była chwilę przede mną, wiec stała jeszcze przy rampie, tylko parę aut do przodu, więc poszedł i odebrał mu tego nieszczęsnego buta lezącego sobie spokojnie w kabinie.

Ale jeden but? Po co mu to potrzebne? – głośno się zastanawiałem. Wiec NRD-owiec mnie uświadomił.

Rumuni, im to jest obojętne. Tu jeden but, a gdzie indziej drugi i ma już dwa buty, a że są inne albo że nie pasują? Im to jest obojętne. Jak idą paść w górach barany, to im jest obojętne, baranom też, oczywiście, czy są dwa lewe czy prawe, albo innego koloru, baranom to wszystko jedno!

No tak, pomyślałem, ślicznie mu podziękowałem i szczęśliwy pojechałem dalej mając całą parę butów na nogach.

Tak więc buta w jednym kraju straciłem, a w drugim go odzyskałem. Kawałek się tylko innym autem przejechał. Zresztą takie przeznaczenie już było, mojego buta i zjednoczenia Niemiec!

25# LESZEK – BUTY TEŻ MAJĄ SWOJE PRZEZNACZENIE (1)

Buty mają też swoje przeznaczenie i przeważnie przeznaczone są do chodzenia. Albo na przykład jeden but jest przeznaczony na prawą, a drugi na lewą nogę albo odwrotnie. Ale mój but i to tylko jeden, miał przeznaczenie zupełnie inne. Bo tak chciało jego przeznaczenie, bo but ma też swe przeznaczenie, los, się rozumie. Los mojego buta był bardzo urozmaicony, był chyba wędrowcem z zamiłowania, jak jego właściciel.

Upalny dzień, Helmstedt, granica miedzy „Rajchem” a reżimem, czyli między RFN a NRD, lata 70. Krótko przed przekroczeniem granicy zjeżdżam na parking i robię przerwę, przecież nie tylko pracą człowiek żyje, zjeść też coś trzeba. Staję celowo przed przekroczeniem granicy, bo przecież na wolności jedzenie lepiej smakuje, a powietrze też jest jakieś lepsze. Przesiadam się na prawą stronę, na miejsce pasażera, bo jest więcej miejsca i lepiej się operuje garnkami. No bo dewizy, wiadomo, potrzebne są na zakupy, a żarcie jest swoje, i tak samo smakuje.

A że gorąco, więc otworzyłem drzwi i tak zostawiłem je otwarte, bo i tak nikt koło mnie nie stoi. To były takie skośne miejsca parkingowe na dużym terenie tuż przed granicą. Ugotowałem coś niecoś, bo moje przeznaczenie też chciało żebym był oprócz kierowcy i marynarzem to jeszcze kucharzem. Więc siedzę tak sobie już pojedzony i relaksuję się atmosferą wolności, bo NRD jest tuż przede mną, popijam kawkę, też własnoręcznie ugotowaną (a jakże!), lecz jestem na wpół obrócony w stronę do wewnątrz auta, a buty z nóg pozrzucałem, bo mają też prawo do pooddychania wolnością, buty i nogi się znaczy, a jakże!

W końcu muszę już jechać, przerwa skończona. Chcę ubrać buty, ale jednego nie ma! Szukam na wszystkie strony, w aucie, pod autem, obok auta, no nie ma jednego buta ! Jakby się zapadł pod ziemię! Nie mam, niestety, żadnego na zapas, ani jednego, ani też pary. Nieraz woziłem jakieś ze sobą, szczególnie w okresie zimowym, ale pech chce, że tym razem akurat nie mam. No, ale przecież nie będę tu stał całą wieczność z powodu głupiego buta. Siadam więc za kierownicę i w jednym bucie jadę do tego wschodniego raju…

Cdn.

PODOBA CI SIĘ TEN WPIS?  😎😎😎 POLUB NASZ FANPAGE!