LIST – KIEDYŚ BYŁO INACZEJ…

Zazdroszczę koleżankom i kolegom, którzy teraz stawiają swe pierwsze kroki w zawodzie. Paradoksalnie z moich początków śmiać się będą koledzy z większym stażem. Ale mamy czasy, gdzie kierowców potrzeba, jest nowszy sprzęt. Ja zaczynałem w 1999 roku, gdzie ciężko młodemu było się dostać do firmy transportowej. Wymagany był staż, ale nie ten z wojska. Do tego znajomość języka, lecz nie rosyjskiego. A najlepiej było mieć wujka w Komitecie Centralnym.

Szukanie ewentualnego pracodawcy zajęło trochę czasu. Po kilku telefonach i wizytach w biurze, ktoś „zlitował się”. Pewnie miał dość słuchania. Rok jazdy ze starszym kolegą, tłumaczenie WSZYSTKIEGO. Granice, odprawy, urzędy wewnętrzne, topografia, zasady obowiązujące w danym kraju ,technika jazdy, kultura zachowania się na drodze i na parkingu, zabezpieczanie ładunku itd. Gadał i gadał… i nauczył.

Niektórzy powiedzą, że małpa w kosmosie była, a ty się nauczyłeś ciężarówkę prowadzić (tylko). Po roku pierwsze FH12. Cieszyłem się jak młody rolnik podorywką. Zaliczyłem kilka żenujących wtop, jak każdy młody. Ale nauka nie poszła w las. Pracuję w zawodzie do dziś. Po 20 latach stażu doświadczenie i obserwacje pozwalają mi na refleksję. Nie będę się jednak rozpisywał, bo kultura, szacunek i inne ważne wartości są kwestią semantyki. Wiecie o co chodzi…

Pozdrowieni zostaliście.

Rysiek