ANIA – NA WYSPACH ZACZĘŁA SPEŁNIAĆ SWOJE ZAWODOWE MARZENIA (2)

Uprawnienia robiłam w UK i muszę przyznać, że nie było łatwo, zwłaszcza ze zdaniem egzaminu na kat. C. Za pierwszym razem faktycznie popełniłam błąd, a później to po prostu chyba pan egzaminator nie chciał mnie widzieć jako kierowcy, a wręcz na egzaminach wyrażał swoją opinię, czemu tak drobna osoba jak ja nie wybierze sobie zawodu odpowiadającego moje posturze. Na dodatek pech chciał, że potem dwa razy z rzędu miałam tego samego egzaminatora, dopiero za czwartym razem trafił mi się ktoś inny i wszystko co poprzednikowi nie odpowiadało dla tego było super. Tak więc na kategorię C zdawałam 4 razy…
Na E, na szczęście, poszło szybciej i bez większych problemów. I tak po wszystkim, po wydaniu góry pieniążków na egzaminy zaczęłam szukać pracy. Niestety, bezskutecznie. Wszędzie chcieli ode mnie doświadczenia przynajmniej 6 miesięcy. Każdy tłumaczył się ubezpieczeniem, a poniektórzy pytali, dla kogo szukam pracy jako kierowca
W końcu musiałam zdecydować się na pracę, do której obiecałam sobie, że nie pójdę. Po 4 miesiącach od zrobienia uprawnień, więc nie miałam wyjścia, bo czas uciekał Niestety, tylko oni dali mi szansę na start. Ciężarówki w Tesco to były Scanie i Mercedesy. Byłam tam nie tylko kierowcą, ale i magazynierem rozładowując sama towar z naczep. Obiecałam sobie, że pójdę najwyżej na 3 miesiące, niestety przez sytuację z pandemią zostałam 8. Ostatnio jednak udało mi się zmienić pracę i to całkiem przypadkiem, w jeden dzień oferta spadła z nieba. Super firma, fajne pieniążki i co najważniejsze jestem teraz prawdziwym kierowcą.

ANIA – NA WYSPACH ZACZĘŁA SPEŁNIAĆ SWOJE ZAWODOWE MARZENIA (1)

Zawsze chciałam być kierowcą ciężarówki i po cichu gdzieś zazdrościłam dziewczynom, które jeżdżą zawodowo, ale nigdy nie sądziłam, że pójdę ich śladem. Od 14 lat mieszkam w Wielkiej Brytanii i od kiedy troszkę bardziej poduczyłam się języka, pomagałam ludziom w drobnych tłumaczeniach i tak trafiłam na kierowcę ciężarówki, zresztą teraz swojego serdecznego przyjaciela Sebastiana, który zaraził mnie już do końca pasją do tego zawodu. Długie rozmowy, dużo pytań, aż w końcu zdecydowałam się na ten pierwszy krok… Zaczęłam po kryjomu uczyć się testów, bo mąż Rafał, nawet nie chciał słyszeć o tym pomyśle i póki nie poszłam na pierwszą lekcję chyba miał nadzieję, że zrezygnuję z tego pomysłu. Dopiero teraz po prawie 9 miesiącach powoli zaczyna się oswajać z tym co robię, z kolei córka i syn byli i do dziś są strasznie dumni, że mama prowadzi takiego kolosa.
Jeśli chodzi o rodzinę w Polsce, to wszyscy raczej byli zdziwieni, ale jak najbardziej wspierali mnie w podjętej decyzji, tylko mama się martwiła. Pamiętam jak kiedyś powiedziała: „Oj Boże, życie na tym ziemskim padole jest takie piękne, to po co to psuć”.

PODOBA CI SIĘ TEN WPIS?  😎😎😎 POLUB NASZ FANPAGE 😎😎😎  BĘDZIESZ NA BIEŻĄCO!