LIST – NIE BRAK LUDZI CO SIĘGAJĄ PO NIE SWOJE

Czasem każdy tak ma. Po ciężkim dniu gdzie wszystko było na wczoraj ostatkiem sił w nocy wpadasz na któryś z kolei parking i już nawet nie jesteś zdziwiony, jak mijasz kolejny zapchany Rastplatz gdzieś w Niemczech. I już wiesz, że zapewne tacho będzie przewalone, a służby mundurowe już zacierają ręce, bo są kraje, które mają głęboko twój wydruk i opis. I nagle jest! El Dorado, JackPot, 6 w totka i główna wygrana w loterii radia. Ta twoja wymarzona rajka. Stajesz, zakańczasz tacho, zaciągasz kurtyny i udajesz, że cię nie ma.

Ja zaś po nocnych poszukiwań zaginionej rajki wstałam rano, ogarnęłam się trochę i wyszłam na obchód. Standardem jest dla mnie sprawdzenie czy jakiś dowcipniś mi nie rozpiął konia od naczepy, stan plomby i ogumienia. Tym razem miałam na sobie ładunek, który nie potrzebował konkretnej temperatury, więc agregatu nie sprawdzałam. Zatem idę sobie zgięta w pół i przyglądam się oponkom.

Idę, idę i już miałam się wyprostować, gdy patrzę a tam korek wisi sobie w najlepsze na łańcuszku powiewając na wietrze. „Oho ciekawe, ile zarąbali” było moją pierwszą myślą. Pół zbiornika, czyli jakieś 100 litrów znikło w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach. Korek uszkodzony. Ktoś musiał się posłużyć śrubokrętem albo innym sprzętem, bo zamek nadaje się już tylko jako pamiątka po tym smutnym epizodzie. Szybka dokumentacja fotograficzna i telefon do szefa. W odpowiedź usłyszałam, że zdążyć się mogło to i jemu. Wspólnie zastanawialiśmy się kto to mógł być. Profesjonalny, uczciwy złodziej, który zostawił mi w razie „W” paliwo czy może kierowca, któremu wyszło za duże spalanie.

No, niestety nie brak ludzi co sięgają po nie swoje. Kolejny dzień, kolejna noc na szlaku do odhaczenia. Szerokości i przyczepności Nomadzi XXI wieku.

Kasia Zbijewska