#38 LESZEK – W OGNIU REWOLUCJI (5)

Nad ranem następnego dnia odpalamy maszyny i rura! Turek jedzie do przodu, ja za nim. Był wiele razy już w Teheranie i zna skróty, gdzie będzie bezpieczniej, ale bezpiecznie nie ma nigdzie, wszędzie czołgi, na czołgach już nie żołnierze tylko cywile w tych swoich długich „szmatach” i z turbanami na głowach zamiast hełmów.

Jedziemy!  Po jakimś czasie, stop, kontrola!

Droga zablokowana przez jakieś bojówki, wszyscy uzbrojeni w „kałachy”, stoją na środku drogi i ich zwyczajem strzelają bez powodu w powietrze, chyba tylko dla dodania sobie animuszu.

Turek jest pierwszy, coś z nimi dyskutuje, jednocześnie pokazuje coś w moim kierunku, na szczęście ze zna ich mowę.

Trwa to przez jakąś chwilę, ale dla mnie to była cała wieczność.

W końcu każą nam jechać, więc jedziemy pomału poprzez ten szpaler „powstańców”  w szmatach, a oni wala pięściami z całej siły po naszych kabinach, gdy koło nich przejeżdżamy, wrzeszcząc coś po swojemu, ale na szczęście pozwalają nam jechać…

Gdzieś tak w połowie drogi przelewamy do mojego baku paliwo od Turka spod jego naczepy, bo wszystkie stacje paliwowe są pozamykane, wiele z nich się pali.

I tak cały dzień na okrągło, aby bliżej do tureckiej granicy. Mamy jeszcze parę niegroźnych incydentów, ale szczęście nam sprzyja. Te „osły” nie umieją czytać europejskiego pisma i napisy na naszych ciężarówkach są dla nich tak  niezrozumiałe, jak dla nas rozszyfrowanie ich „robaczków”. Potem się dowiaduję, że Turek powiedział przy kontroli po drodze, że ja też jestem z Turcji… Wtedy układy między tymi krajami były dość dobre i tak się udało.

#37 LESZEK – W OGNIU REWOLUCJI (4)

Na miejscu się okazuje, że naszych uzbrojonych strażników już nie ma, brama otwarta, ale na szczęście, nasze samochody są nienaruszone. Nie wiemy co robić…  Całą następna noc nie śpimy ze strachu, strzelanina nie ustaje, wydaje się nawet jakby była jeszcze większa.

Rano podejmuję decyzję: jadę z powrotem, nie mam w tej sytuacji innego wyjścia! Jestem rozładowany, ale nie mam dokumentów, potwierdzenia zdania towaru. Kolega zaś stoi nierozładowany, a dookoła nic nie funkcjonuje, ogólny bałagan. Wiem czym ryzykuję jadąc do granicy, mogą mnie w każdej chwili zatrzymać, zrobić ze mną co chcą i nawet pies z kulawą nogą nie będzie o tym wiedział. Na to samo decyduje się Turek, a można się z nim dogadać po niemiecku. Mam tylko problem – mało paliwa, tylko na paręset kilometrów i do tureckiej granicy nie starczy. Ale turecki kierowca obiecuje mi pomóc, ma pod podwoziem dodatkowe zbiorniki paliwa, na dwa tysiące litrów, poza tym zna trochę język perski, bo często tam jeździł.

Tak wiec decydujemy się z Turkiem uciekać z tego piekła, we dwójkę będzie raźniej. Polak z drugiego auta jednak postanawia tam zostać, wóz ma nierozładowany i jego sumienność i poczucie obowiązku przeważa nad strachem. To byłby dobry moralny przykład kierowcy dla urzędników z tej ambasady gdzie byliśmy. No, ale takie już życie, nic już mnie nie zdziwi, bo tak wiele już widziałem…

cdn.

#36 LESZEK – W OGNIU REWOLUCJI (3)

W końcu jesteśmy na miejscu, dobrze że ten taksówkarz wiedział, gdzie jest ambasada, bo my nie znaliśmy adresu. Wysiadamy z taksówki, na szczęście taksówkarz jeszcze stoi, nie odjeżdża. My dzwonimy z ulicy domofonem, raz, drugi, trzeci. Nic się nie dzieje. Po dłuższym czasie ktoś się odzywa, na pewno widzi nas przez kamerę. Mówimy, że jesteśmy tutaj służbowo, kierowcy z Polski, czy mogą nam pomóc, bo mamy auta na urzędzie celnym i w tej sytuacji jaka jest, nasze życie jest w niebezpieczeństwie. Zresztą jaka jest sytuacja widać na oko, dookoła się pali, jest strzelanina.

I teraz niech ktoś zgadnie, jaka była reakcja naszych „panów”, którzy przecież tam są po to, aby pomagać rodakom?

Nawet nam drzwi nie otworzyli, poprzez domofon powiedział ktoś tylko: „Ratujcie się sami, bo my też jesteśmy w niebezpieczeństwie”! Czy można w cos takiego uwierzyć? Ale tak było faktycznie. Dalsze próby naciskania dzwonka niczego nie dały, poza stratą czasu i nerwów. Na szczęście taksówkarz stał jeszcze, tak jakby przewidział tę sytuację.

Chcąc nie chcąc wróciliśmy z powrotem taksówka na urząd celny. O strachu nie będę nawet mówić, bo gdzie niby mieliśmy się podziać. Okazało się w międzyczasie, że lotnisko jest już zamknięte, nieczynne. Taksówkarz nam o tym powiedział, bo miał radio po persku.

cdn.

#35 LESZEK – W OGNIU REWOLUCJI (2)

Urząd celny gdzie staliśmy miał swoje magazyny i cześć samochodów przeładowano do tychże magazynów, w tym ja też zdążyłem przeładować towar. Ale już koledze z drugiego auta się to nie udało, paru innym Europejczykom również.

Cale to zamieszanie trwało w najlepsze, to wszystko nie było z dnia na dzień, strzelaniny na ulicach, czołgi, pożary, łapanki obcych, słowem – horror. W tym wszystkim popłoch, panika, ale co widzę? Ano przyjeżdżają z czeskiej ambasady auta osobowe po swoich, ewakuują  ich na lotnisko i wywożą do Europy, zostawiając ciężarówki na terenie urzędu celnego. Widać dla nich ważni są ludzie i ich bezpieczeństwo. Tak samo robią Węgrzy, nie mówiąc o kierowcach z Zachodu, ich dawno już nie ma, zostają tylko porzucone ich auta, ale i dla nich liczy się człowiek.

Niestety nie mogę tego powiedzieć o naszych decydentach! Darmo wypatrujemy, czy się ktoś z ambasady zjawi, bo przecież wiedzą, że tu jesteśmy. W efekcie zostajemy tylko w paru. My, dwaj Polacy na tym terenie w urzędzie celnym, jeden turecki kierowca i paru miejscowych Persów. Sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna… Nasi strażnicy są coraz to bardziej nerwowi, często strzelają seriami w powietrze, nie wiemy w ogóle, co się dzieje i jaka jest sytuacja. Postanawiamy z kolegą z drugiego samochodu jechać taksówką do polskiej ambasady, aby się schronić. Prosimy strażników o pomoc i oni gdzieś kombinują taksówkę i taksówkarz nas wiezie jakimiś zakamarkami do tej ambasady. Strach jak diabli, możemy w każdej chwili być zaaresztowani, bo każdy obcy to wróg, a rewolucjoniści przejmują całkiem władzę.

Cdn.

#34 LESZEK – W OGNIU REWOLUCJI (1)

W Polsce zastał mnie stan wojenny, ale zanim wrócę do tej sytuacji, chciałem zaznaczyć, że nie była to moja pierwsza konfrontacja z obaleniem systemu i widokiem uzbrojonych, a na dodatek strzelających żołnierzy na ulicach. W moich wspomnieniach należałoby więc cofnąć się do roku 1979 i mojego kursu do stolicy Iranu – Teheranu…

Tysiące kilometrów po drogach, które daleko odbiegają od pojęcia drogi w dzisiejszym znaczeniu. Ale nie to było najważniejsze, po przecież kierowca jest po to, aby się męczyć. Problem był taki, i to olbrzymi problem, że akuratnie wybuchła tam rewolucja.

Jadąc już w tamtą stronę widzieliśmy, a jechaliśmy w dwa samochody, że coś się dzieje złego. Bojówki na ulicach, a jechaliśmy przez wiele miejscowości, żadnych autostrad czy dróg szybkiego ruchu tam wtedy nie było. Ale były rozruchy, masa wojska i policji na każdym kroku.

Będąc już w Teheranie widzieliśmy, że coś się dużego zaczyna. Wjechaliśmy na urząd celny, który był ogrodzony i pilnowany przez uzbrojonych wartowników. Było tam też masę innych ciężarówek, bo byli: Czesi, Węgrzy, Skandynawowie, Francuzi.  Dziesiątki aut, wiele też miejscowych, Persów.

W nocy zaczęło się piekło. Strzelanina, pożary, słowem rewolucja. Okazało się, że zaatakowano amerykańską ambasadę, zabito wielu ludzi z jej ochrony. Szachinszach Pahlavi uciekł wraz z rodziną w ostatniej chwili samolotem a Chomeini przejmuje władzę.

Zmiana władzy w drodze rewolucji, łatwo się pisze i czyta, trudniej jest przeżyć to wszystko, tym bardziej nie znając ich tam języka ani zwyczajów. Tym bardziej, że nastąpiło polowanie na wszystkich obcych, szczególnie na Amerykanów, ale wytłumacz się teraz człowieku kim jesteś, tym bardziej, że tam jest inne pismo, tzw. robaczki jak myśmy to nazywali. Każdy wiec obcy to wróg, śmiertelne niebezpieczeństwo. I tak znalazłem się w samym środku tego piekła, w Teheranie…

Cdn.

Wcześniejsze odcinki wspomnień Leszka w dziale BYĆ KIEROWCĄ  http://e-truckbus.pl/byc-kierowca/

PODOBA CI SIĘ TEN WPIS?  😎😎😎 POLUB NASZ FANPAGE!