SEKUNDNIKI NA SKRZYŻOWANIACH – TEMAT POWRACA

Rozwiązanie to od lat ma swoich zwolenników i przeciwników. Jedni twierdzą, że sekundniki pozwalają kierowcom dostosować prędkość do czasu, jaki pozostał im na przejazd przez skrzyżowanie. Inni, że widząc zbliżający się koniec zielonego sygnału, wielu kierowców przyspiesza. W efekcie wzrasta liczba pojazdów przekraczających dozwoloną prędkość czy wjeżdżających na czerwonym świetle. Niemniej w wielu krajach udowodniono, że ich instalacja większa przejezdność dróg o ok. 10%. Dlatego od 2017 r. zaczęły się one pojawiać na naszych drogach i wydawało się wówczas, że pomysł się sprawdzi. Tak się jednak nie stało. Dlaczego? Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Najprawdopodobniej dlatego, że jest pewien podstawowy warunek do spełnienia. Żeby sekundniki wiarygodnie wskazywały czas pozostały do zmiany świateł sygnalizacja musi działać w trybie stałoczasowym – czyli niezależnie od natężenia ruchu na skrzyżowaniu. Obecnie jednak coraz częściej mamy do czynienia z sygnalizacją adaptacyjną, opartą na systemie czujników wykrywających ruch, która płynnie dopasowuje się do sytuacji na drodze.

Ale temat bynajmniej się nie zakończył, bo w swojej interpelacji (nr 9689) posłanka Urszula Nowogórska z PSL zapytała ministra infrastruktury czy nie byłoby słusznym rozwiązaniem, gdyby sekundniki były jednak obowiązkowe. Nie wiadomo, jak się zapytanie skończy, bo pod względem prawnym istnieje bowiem możliwość wprowadzenia sekundników, ale decyzja ma zależeć od organów zarządzających ruchem…

PODOBA CI SIĘ TEN WPIS?  😎😎😎 POLUB NASZ FANPAGE!