#43 LESZEK – ENDE GUT, ALLES GUT (3)

I co się okazuje? Z miejsca wypadku zabrali też, ale innym już samochodem, paru pasażerów busa, którzy byli mniej poturbowani i jednego z nich przyprowadzili jako tłumacza. Okazało się, że studiował kiedyś w ZSRR i zna język rosyjski. Ja także znam ten język jeszcze ze szkoły, często też tam jeździłem z PEKAES wiec go sobie utrwaliłem.

Dopiero wtedy policjant dowiedział się z jakiego kraju pochodzę, bo nasze pismo jest dla nich tak niezrozumiale, jak dla nas te ichnie „robaczki”, w dodatku pisane od prawej do lewej.

„Aaaa, Polonia”, wtedy się dopiero zorientował kto jestem i od razu mina mu się rozjaśniła. Wtedy akurat stosunki Polsko-Irackie były dość dobre, gdyż Polacy budowali w Iraku wtedy dość dużo. Polacy byli tam dobrze znani, więc widzę, że mina policjanta zrobiła się jakby już mniej surowa.

I wtedy nastąpił moment przełomowy; mundurowy z gwiazdkami pyta tego, który był w tym nieszczęsnym busiku, czy on poczuł najpierw uderzenie z tyłu, czy z przodu?

Chodziło mu o to, czy najpierw uderzył w ten busik z tyłu ten z baranami, czy też uderzenie było z przodu, tzn. że może ja na przykład zbyt ostro zahamowałem i busik się nie wyrobił i walnął we mnie.

Na szczęście, ten świadek powiedział prawdę jak było. Najpierw uderzenie z tylu, tzn. w  barany, a potem z przodu, jak dobił go do mnie. Gadali po arabsku więc nic nie zrozumiałem, nogi mi się trzęsły ze strachu  ale potem ten co znał język rosyjski mi to przetłumaczył. Ale wiedziałem, że oni nie zawsze mówią prawdę, tym bardziej w stosunku do obcokrajowców, często w ten sposób wymuszając łapówkę.

#42 LESZEK – ENDE GUT, ALLES GUT (2)

Ich procedury w takich wypadkach są proste; do czasu wyjaśnienia sprawy wszyscy uczestniczący do „kryminału”, bez względu na winę. Poza tym w ich mentalności jest tak, że gdyby cię tam nie było, to by się to nie stało, co się stało. Taka jest ich logika.

Na szczęście, zostawiają na miejscu wypadku uzbrojonego policjanta.

Przywożą nas na komisariat i prowadzą jakimiś schodami na dół. W końcu ląduję w suterynie, wprowadzają mnie do środka i ogarnia mnie przerażenie. Jestem w zakratowanym pomieszczeniu, bez światła, przez małe okienko pod sufitem ledwo przebija się promyk słońca… I dopiero jak przywykłem do ciemności zauważam, że w celi jest kilkanaście innych osób, sami więźniowie, same Araby, siedzą na ziemi i gapią się na mnie. HORROR!!!

Zaduch i upał nie do opisania, żadnej klimatyzacji tam nie ma, ja nie mam nic do picia czy jedzenia. U nich jest tak, że rodziny utrzymują więźniów, inaczej można zdechnąć z głodu albo pragnienia, bo samo więzienie nie daje niczego poza kratami.

Poza tym kwestia porozumienia się jest równa zeru!

Czas leci, dla mnie każda godzina to wieczność, a ja wiem na podstawie doświadczeń innych kolegów, że mogę spędzić tam lata!

Jednakże po paru godzinach, a dla mnie to była cała wieczność, przychodzi policjant i zabiera mnie na pierwsze piętro do biura, gdzie siedzi już mundurowy z wieloma gwiazdkami, a przed nim leży mój paszport, który mi poprzednio odebrano.

Niestety, rozmowa się w żaden sposób nie klei, bo… absolutnie nie możemy się dogadać…

#41 LESZEK – ENDE GUT, ALLES GUT (1)

Jadę do Kuwejtu przez Irak i w okolicy miejscowości Basrah, już niedaleko kuwejckiej granicy jest rondo, przed rondem korek. Zwalniam powoli, w końcu się zatrzymuję i czekam. Za mną stoi mikrobus. Jednakże w lustrze widzę z przerażeniem, że za mikrobusem zbliża się ciężarówka, dość szybko. Nie wyhamuje, myślę!  Wszystko trwa parę sekund, ciężarówka wali z rozpędem w mikrobus, mikrobus we mnie, a ja już na szczęście nie walę w nikogo. Jednak siła uderzenia jest spora.  W lustrze widzę, że od siły uderzenia ludzie wypadają przez okna i drzwi z mikrobusa, zaś z ciężarówki, która walnęła z tylu wypadają barany i pędzą w pustynię! A wiec katastrofa! Ludzie z mikrobusa lezą na piachu na poboczu, barany beczą i biegają wokoło, ogólny tumult.

Z Basrah przyjeżdża policja, dwie sanitarki a inni kierowcy łapią barany. W dodatku się okazało, że ciężarówka z baranami była piętrowa, wiec dużo zwierząt jest rannych, bo pospadały z wysokości. Parę baranów wpadło nawet do mikrobusa, parę zaś leży razem z rannymi, wszystko pomieszane i jeden duży harmider.

Ludzie zabierają żywe barany, sanitarki rannych a mnie policja, jak również tych dwóch innych kierowców, busa i ciężarówki i wiozą nas do Basrah.

Cdn.

Wcześniejsze odcinki wspomnień Leszka w dziale BYĆ KIEROWCĄ  http://e-truckbus.pl/byc-kierowca/

PODOBA CI SIĘ TEN WPIS?  😎😎😎 POLUB NASZ FANPAGE!