SEBASTIAN – KIEROWCA, KTÓRY ĆWICZY I BIEGA PÓŁMARATONY

Kierowcą zostałem trochę z przypadku. Wcześniej pracowałem przy budowie dróg, ale coraz częściej przychodziła mi do głowy myśl, że ci kierowcy, którzy przyjeżdżali na budowę mają zdecydowanie lepiej niż ja sam… Postanowiłem więc zrobić kat. C, by jeździć wywrotką, ale za namową znajomych dołożyłem od razu przyczepy. I w efekcie w roku 2011 miałem już uprawnienie do prowadzenia zestawów. Z pracą nie miałem problemów, bo dzięki wsparciu kolegi  trafiłem do firmy, w której on pracował, a na dodatek do niego samego w podwójnej obsadzie na tzw. przyuczenie. Wiele się przy nim nauczyłem i bez problemu odnalazłem się w nowym zawodzie, choć było jedno „ale”… Wcześniej prowadziłem aktywny tryb życia, od 8 klasy ćwiczyłem hantlami, a potem grałem w piłkę na poziomie klasy okręgowej. Niemniej gdy zacząłem jeździć zapomniałem o ruchu, a podobnie jak większość kierowców wolny czas spędzałem przy piwie i najoględniej mówiąc, nie najbardziej zdrowym jedzeniu. Na efekty nie trzeba było długo czekać i na wadze przybrałem blisko 20 kg. Wówczas zapaliła mi się z tyłu głowy kontrolka, że coś jest nie tak i jak najszybciej trzeba coś w życiu zmienić. Gdy jechałem w następną trasę do kabiny spakowałem już swoje hantle i tak zacząłem planować czas, by wygospodarować w ciągu dnia przynajmniej 40 min na treningi siłowe…

Wiadomo że na samym początku czułem się lekko skrępowany, bo nie wiedziałem jak inni kierowcy będą reagować na mój widok, gdy zamiast piwa z kabiny wyciągnę sprzęt do ćwiczeń. Ale szybko się przekonałem, że w zasadzie to nikogo nie interesuję co robię, a głupie komentarze usłyszeć można wszędzie. Zacząłem więc robić swoje, a na innych przestałem zwracać uwagę. Generalnie mogę powiedzieć, że aktywność wśród kierowców jest praktycznie żadna i nawet jak mają możliwość skorzystania z siłowni plenerowych znajdujących się nawet na terenie parkingu to tego nie robią. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Może trochę się wstydzą właśnie opinii innych, a może jest to zwykłe lenistwo. Choć ja uważam, że bardziej to drugie…

Sam ćwiczę cztery razy w tygodniu, a każdy trening jest na inną partię ciała, np. biceps, triceps, barki. Średnio zajmuje mi to ok. 40 minut więc spokojnie tyle czasu jestem sobie w stanie wygospodarować. Głównie jeżdżę nocami, to najbardziej „energetyczny” jestem po przebudzeniu więc planuje sobie wstać godzinę wcześniej i wówczas na spokojnie jestem w stanie się „ogarnąć” i potrenować. Od pięciu lat też regularnie biegam. Kiedyś biegałem 3-4 razy w tygodniu po 5 km, ale jakie parę miesięcy temu pomyślałem sobie, że takie moje bieganie to wcale nie jest bieganie i zacząłem się interesować bardziej profesjonalnym podejściem myśląc o maratonach i półmaratonach. I wówczas tygodniowo robiłem już od 50 do 60 km i dokładnie 30 czerwca spróbowałem pokonać dystans półmaratonu i średnia wyszła mi 4,02  minut więc byłem z wyniku bardzo zadowolony.

W Orzyszu, gdzie mieszkam jeden z kolegów założył grupę dla biegaczy i jak kiedyś byłem w domu na wolnym, to poszedłem tam do nich, zobaczyć jak biegają. To było jakoś w marcu, ale dowiedziałem się wtedy, że w czerwcu będzie organizowany półmaraton w Białymstoku. I tak mi się fajnie ułożył grafik w pracy, że policzyłem sobie, że będę wówczas w domu. Skontaktowałem się ze swoim trenerem Tomkiem Pelowskim i ułożyliśmy plan przygotowań do zawodów. W efekcie 19 czerwca wystartowałem, ale nie byłem zadowolony z wyniku, bo w czasie biegów łapały mnie skurcze, które nie pozwoliły mi na trzymanie wyznaczonego tempa. Byłem przygotowany na 4,00, ale że były upały zmieniliśmy je na 4,10, by nie żyłować organizmu w taką pogodę. Do 13 kilometra udało mi się trzymać ten czas i nawet przez chwilę prowadziłem w swojej „fali”, ale wówczas chwycił mnie skurcz w lewą łydkę. Potem na dodatek skurcze łapały mnie również w prawą. Ale najważniejsze, że udało mi się skończyć ten bieg, bo były to moje pierwsze zawody.

Ale mimo że ostatnio skupiam się głównie na bieganiu, to również cały czas ćwiczę, głównie wykorzystując do tego hantle i taką kratownicę, którą można przyrównać do gryfu łamanego. Mam też uchwyty do pompek oraz specjalne gumy. Na jesieni kupiłem natomiast rower górski, ale póki co nie wożę go ze sobą.

Zmieniłem też swoja dietę i obecnie w trasę zabieram głównie mięso pakowane (wołowinę, piersi z kurczaka i indyka). Potem wystarczy, że ugotuję sobie makaron czy też ryż dodam jakeś warzywa i mam gotowy obiad. Jeśli chodzi o pozostałe posiłki, to stawiam na potrawy, które mają jak najwięcej białka i jak najmniej tłuszczu. Nie liczę jednak skrupulatnie kalorii i nie odmierzam co do grama składników, bo wychodzę z założenia, że skoro tak dużo biegam, to i tak cały nadmiar „spalę”. Odkąd zacząłem biegać, czyli od roku 2015 praktycznie nie piję słodkich napojów gazowanych i przeszedłem na wodę mineralną.

Dużo informacji i praktycznych porad czerpię od członków naszej grupy Be Active Trucker, a mogę powiedzieć, że mój trener Tomek i ja sam jesteśmy zadowoleni z wyników. Choć wiadomo, że nie tyle liczą się osiągnięcia i wygrywane zawody, co sam fakt, że człowiek nie siedzi w kabinie i stara się być aktywny, bo to jest nasza inwestycja w zdrowie i zawodową przyszłość.

 

PODOBA CI SIĘ TEN WPIS?  😎😎😎 POLUB NASZ FANPAGE!