GDY PŁONĘŁA CIĘŻARÓWKA, JEJ KIEROWCA POPIJAŁ PIWO W BARZE

Niecodzienna sytuacja miała miejsce we wtorkowy wieczór w Radomsku. Zaczęło się jednak klasycznie…

Kierowca ok. godz. 17 podjechał pod bramę firmę, ale dowiedział się, że na rozładunek będzie musiał poczekać. Gdy wycofywał zestawem naczepa zsunęła się do rowu. Nie mogąc z niego wyjechać pozostawił ciężarówkę i poszedł do pobliskiego baru, by szukać pomocy. Przy okazji zjadł kolację popijając piwo.

W tym samym czasie strażacy gasili jego ciężarówkę, a sytuacja była o tyle skomplikowana, że na naczepie znajdowały się produkty łatwopalne. Na miejsce przybyła również policja i rozpoczęły się poszukiwania kierowcy, który nie odbierał telefonu. Mężczyzna nawiązał kontakt dopiero przed godziną 3.00 w nocy, kiedy spalone auto było przygotowane do przewiezienia na parking strzeżony. Badanie jego stanu trzeźwości wykazało, że miał promil alkoholu w organizmie. Policjantom wyznał, że zostawił niezabezpieczoną ciężarówkę, bo i tak nikt nie mógłby jej ukraść, skoro naczepa znajdowała się w rowie…

Wszystko wskazuje na to, że kierowca z województwa podkarpackiego będzie odpowiadał przed sądem za spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, za co grozi kara grzywny. Dodatkowo sąd może orzec zakaz prowadzenia pojazdów.

 

Źródło: KPP Radomsko