Mam na imię Kasia i trudno mi powiedzieć kiedy dokładnie po raz pierwszy zrodziła się myśl o byciu kierowcą. Wychowałam się na wschodzie Polski w małej miejscowości Ulhówek, gdzie m.in. była baza transportu. Uwielbiam patrzeć na te wszystkie auta typu Kamaz czy Star. Nawet kilka razy miałam możliwość być pasażerem i pojechać w krótką trasę. Pamiętam, że byłam tym zachwycona. Kiedyś podczas takiej trasy powiedziałam, że też tak będę jeździć. Oczywiście był gromki śmiech i stwierdzenia, że dziewczyny nie jeżdżą. Niewiele więcej pamiętam z tamtego okresu poza tym, że przerażał mnie jednak styl życia miejscowych kierowców, którzy od raz po pracy szli do miejscowej knajpy i często wracali do domu w stanie upojenia, albo byli holowani przez kolegów czy rodzinę. To były czasy komunizmu i nikogo to nie dziwiło. Może dlatego nie myślałam zbyt dużo o byciu kierowcą.
Potem przyszły czasy, że na drogach pojawiały się piękne zestawy nazywane przez wszystkich „TIR-ami”. Obserwowałam je i podziwiałam umiejętności kierowców. Dla mnie to była magia. Dużo wtedy jeździłam tzw. stopem i uwielbiam zatrzymywać auta ciężarowe. Na szczęście to były czasy, że takie podróżowanie było bezpieczne. Będąc na studiach jeździłam tak prawie wszędzie.
Myśl o zrobieniu prawa jazdy CE powróciła wiele lat później. Mieszkałam już wtedy w UK i mój znajomy leciał do Polski na kurs i egzamin na kategorię CE. Pamiętam co czułam, gdy wrócił z uprawnieniami. Niestety, wtedy przeszkodą było co innego i po prostu nie mogłam iść w tym kierunku. Mijały kolejne lata, rozpadło mi się małżeństwo i szukając sposobu, aby utrzymać syna i siebie rozważałam opcję zostania kierowcą zawodowym. Niestety, pogodzenie bycia samodzielnym rodzicem i kierowcą zawodowym bez czyjekolwiek pomocy wydawało mi się niemożliwe. Jednak w mojej głowie powstał plan, który z czasem stawał się coraz bardziej realny i coraz bardziej mi się podobał. Miałam zaczekać aż syn skończy szkołę i pójdzie na studia. Zatem czekałam. W międzyczasie poznałam mojego partnera życiowego Patryka, który od lat jest zawodowym kierowcą. Poznaliśmy się na grupie biegowej więc Patryk był dla mnie obrazem niestandardowego kierowcy auta ciężarowego. To dzięki niemu bliżej poznałam realia tej pracy i utwierdziłam się w przekonaniu, że tego właśnie chce w życiu. Punktem kulminacyjnym był czas, gdy pojechałam z Patrykiem jako pasażer na trasę koncertową zespołu Rammstain. Sprecyzowałam wówczas swój plan i dążyłam do jego realizacji.
Prawo jazdy zdawałam w Anglii i niestety ciężko było mi znaleźć pracę jako tzw. świeżak. Trafiłam do wypożyczalni aut ciężarowych. Zawoziłam i odbierałam ciężarówki od klientów. Jazda na pusto oznaczała jazdę bez tacho (jako serwis) i długie godziny pracy. Potem zatrudniłam się w firmie transportowej obsługującej różnego rodzaju eventy, której specyfika pracy jest zupełnie inna niż w zwykłym, codziennym transporcie. Dużo łatwiej było mi trenować, choć zdarzały się dni, że ciężko było wykrzesać siły na trening.
cdn.













