Mariusz „Misiek – Dzik” – chciał być żołnierzem albo kierowcą – spełnił oba marzenia

Mariusz „Misiek – Dzik” – chciał być żołnierzem albo kierowcą – spełnił oba marzenia

Kierowcą zawodowym jest od roku 2012 i jest to po części spełnienie moich zawodowych marzeń. Jako dziecko chciałem być albo żołnierzem, albo jeździć, ale życie tak się potoczyło, że najpierw trafiłem do wojska, a potem za kierownicę. Jako żołnierz podróżowałem trochę po świecie, niemniej potem postanowiłem zmienić zawód.

Bardzo lubię jeździć, bo to mnie relaksuje i ta praca jest dla mnie przyjemnością. Przez pierwszy zbierałem doświadczenie 8-paletowymi busami na międzynarodówce. Potem były większe samochody, którymi woziłem głównie stal, a od 5 lat pracuję w Wielkiej Brytanii. Najpierw na kontenerach, potem ciągałem naczepy kurtynowe a od ok. dwóch jeżdżę zastawami typu low loader i przewożę różne samochody, m.in. ciężarówki i traktory.

Kontakt ze sportem miałem od najmłodszych lat, bo od 6. roku grałem w piłkę. I bynajmniej nie było to chwilowe hobby, bo zajęło mi to prawie 20 lat. Może i w efekcie zostałbym piłkarzem, bo podobno dobrze rokowałem, ale zaczęły się przydarzać różnorakie kontuzje i musiałem nieco stonować swe zapędy. W wojsku raczej nie było okazji, by pograć, a wiadomo, że młody człowiek ma dużo energii więc powoli zacząłem się „przerzucać” bieganie.

Gdy już zacząłem na dobre jeździć od razu postanowiłem wprowadzić własne zasady gry. Nie należę do ludzi, którzy boją się własnego cienia i w pracy też od początku mówiłem szefom, że mimo iż praca jest ważna, to bynajmniej nie jest w stanie całkowicie zdominować mojego życia. I dopóki nie trafiłem na ludzi, którzy to zrozumieli, zmieniałem pracodawców.  Bo byli i tacy, którym przeszkadzało, że na pauzie zamiast odpoczywać, to biegałem albo jeździłem na rowerze. Nie chciałem im tłumaczyć, że przekładam aktywny tryb życia, nad siedzeniem przed kabiną z puszką piwa w ręku i w efekcie się z nimi rozstawałem. I było to dobre decyzje, bo obecnie jestem na tzw. piku mojej zawodowej kariery i biegania, bo obecny szef wspiera mnie w tym co robię i mocno mi kibicuje.

Sprawdź także