Czy kierowca zawinił? Co mogło doprowadzić do wywrócenia się ciężarówki w Lędzinach?

Czy kierowca zawinił? Co mogło doprowadzić do wywrócenia się ciężarówki w Lędzinach?

Po wypadku na budowie drogi S1 w Lędzinach, w którym wywróciła się wywrotka z 45-letnim kierowcą, pojawia się pytanie – co tak naprawdę zawiodło? Sam pojazd? Teren? A może człowiek za kierownicą? Na razie nie ma oficjalnych ustaleń, ale z doświadczenia wielu kierowców wiadomo jedno: w takich sytuacjach rzadko zawodzi tylko jeden element.

Plac budowy to nie autostrada. Tu jeździ się inaczej, często „na czuja”. Podłoże bywa miękkie, nierówne, nieutwardzone – wystarczy, że jedna strona ciężarówki osiada mocniej, a przy kiprowaniu cały zestaw może się przechylić. Jeśli do tego dochodzi jeszcze niewielki pochył terenu, albo wilgotny grunt, stabilność siada błyskawicznie.

Trzeba też wziąć pod uwagę technikę. Awaria układu hydraulicznego – czy to siłownika, czy zaworu – potrafi zaskoczyć nawet przy regularnie serwisowanym sprzęcie. Nie zawsze widać, że coś jest nie tak. Czasem jeden niesymetryczny ruch podnoszenia, lekkie szarpnięcie, i już skrzynia ciągnie pojazd na bok. A jak ładunek był choć trochę przesunięty, reakcja następuje błyskawicznie.

Sporo zależy od samego załadunku. Nie zawsze kierowca ma pełną kontrolę nad tym, jak ładunek został rozmieszczony. Jeśli ładowarka wrzuci więcej z jednej strony albo ładunek „zbije się” przy ruszaniu, całość może być wyważona tylko pozornie. A przy kiprowaniu wszystko wychodzi – często za późno.

Trzeba też uczciwie powiedzieć, że na budowach nie zawsze jest czas na analizę warunków. Czasem ktoś pokieruje ruchem, czasem nie. Czasem mówi „tu sypnij, tu kipruj”, a kierowca nie dyskutuje, tylko robi swoje. Nie dlatego, że nie widzi ryzyka – tylko dlatego, że tak wygląda robota. Każdy, kto pracował na budowie, wie, że decyzje zapadają szybko i bez zbędnych dyskusji.

Dlatego dziś nie sposób jednoznacznie wskazać winnego. Być może zawiniło wszystko po trochu: grunt, technika, ładunek, warunki. Być może coś poszło nie tak nagle – zanim dało się cokolwiek zrobić. Jedno jest pewne: nie ma co ferować wyroków z marszu. To nie pierwszy i nie ostatni taki przypadek. Kierowca przeżył, choć z obrażeniami – i to na razie najważniejsze.

Źródło: Policja

Sprawdź także