Gotowanie w trasie rządzi się swoimi prawami, a kierowca zazwyczaj nie ma dużo czasu. Dlatego dziś proponuję zupę – prostą, tanią, sycącą i odporną na brak luksusów.
Co wrzucamy do gara? (bez aptekarskiej dokładności)
Nie musisz ważyć co do grama — to nie MasterChef 😉
- ok. 500 g wołowiny (łopatka, gulaszowa)
- 1 duża cebula
- 1 marchew
- 1 mała pietruszka
- 2–3 ziemniaki
- 1–2 papryki (czerwona + żółta)
- kawałek pora (lub gruba dymka)
- 3–4 ząbki czosnku
- puszka pomidorów
- puszka czerwonej fasoli
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- smalec po smażenia
- woda lub kostka bulionowa
Przyprawy:
papryka słodka, sól, pieprz, chili, kminek, oregano
- szczypta cukru (ważna przy pomidorach)

Jak to ogarnąć na parkingu?
- Mięso kroisz w kostkę, wrzucasz do gara z odrobiną smalcu.
- Podsmażasz, aż puści sok i lekko się zetnie.
- Dorzucasz cebulę, czosnek, marchew, pietruszkę.
- Wsypujesz przyprawy – tu nie trzeba się bać papryki.
- Dodajesz ziemniaki, paprykę i pora.
- Wrzucasz pomidory z puszki + koncentrat.
- Zalewasz wodą lub bulionem – tylko tyle, by przykryć składniki.
- Gotujesz 30–40 minut na spokojnym ogniu.
Co ważne. Smakuje jeszcze lepiej następnego dnia, więc spokojnie możesz ugotować więcej i odgrzać na kolejnej pauzie.
Smacznego
Piotr „Smakosz kuchni”










