Ze swoistą kumulacją naruszeń mieli do czynienia funkcjonariusze ITD, którzy zatrzymali do kontroli zestaw na Podkarpaciu

Ze swoistą kumulacją naruszeń mieli do czynienia funkcjonariusze ITD, którzy zatrzymali do kontroli zestaw na Podkarpaciu

Gdy do kontroli zatrzymywany jest zestaw przewożący kontenery, zazwyczaj oznacza to problemy zarówno dla kierowcy, jak i przewoźnika, gdyż zazwyczaj jego DMC jest przekroczona. Ale do tego że są one zazwyczaj przeciążone można było się już przyzwyczaić, niemniej dziwić może jednak coś innego. Dlaczego kierowcy, którzy wyjeżdżają na drogi zestawem, który jest łakomym „kąskiem” dla funkcjonariuszy ITD, dodatkowo ryzykują kombinując np. z czasem pracy albo poruszając się niesprawnym pojazdem?

W czasie kontroli, gdy zostaną ujawnione tego typu naruszenia, kierowcy bardzo często się tłumaczą, że wszystko odbywa się za przyzwoleniem szefa, a oni sami są niewinni.

W tym jednak przypadku nie było mowy o takiej sytuacji, bo za kierownicą ciężarówki zatrzymanej na drodze krajowej nr 9, w miejscowości Głogów Małopolski przez inspektorów z Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego w Rzeszowie, siedział właściciel firmy.

Początkowo wydawało się, że obejdzie się bez poważniejszych konsekwencji, bo wprawdzie DMC została przekroczona, ale tylko o 1,6 t, co w przypadku tego typu zastawu bynajmniej nie jest osiągnięciem rekordowym. Nieco gorzej było z naciskami na osie, bo w przypadku potrójnej osi nienapędowej naczepy za dużo było już o 4,5 tony. Już wówczas było wiadomo, że kara dla przewoźnika może sięgnąć nawet 10 tys. zł, z tym tylko, że kontrola trwała dalej. I trzeba przyznać, że sytuacja kierowcy a zarazem przewoźnika, który osobiście prowadził „stonogę” pogarszała się z minuty na minutę.  W czasie kontroli zapisów tacho, ujawniono 36 naruszeń, które dotyczyły przekroczenia dziennego czasu jazdy, skrócenia dziennego okresu odpoczynku, przekroczenia czasu jazdy bez przerwy, jak również nieodebranie wymaganej przerwy w pracy oraz przekroczenie limitu 10 godzin pracy w porze nocne.

Więc już było wiadomo, że tym razem będzie „grubo”, ale inspektorzy postanowili się również przyjrzeć, jak wygląda stan techniczny pojazdów. W ciągniku siodłowym kontrolerzy ujawnili popękane tarcze hamulcowe na przedniej osi, a po sprawdzeniu danych szczegółowych ciągnika i naczepy w systemie CEPiK okazało się, że pojazdy nie posiadają ważnych badań technicznych.

W efekcie łączna kara, jaką może ponieść przewoźnik, (nie wliczając kwoty kary za przeważenie) może wynieść 12 tys., ale należy w tym momencie zaznaczyć, że kwota ta nie jest sumą kar za stwierdzone naruszenia, bo ta wyniosła blisko 39 tys. zł, lecz przepisami Ustawy o transporcie drogowym została ograniczona. Osoba zarządzająca natomiast, może otrzymać karę sięgającą 3000 zł.

Źródło: WITD Rzeszów

Sprawdź także