Matylda dobrze zna swojego męża. Wie, że kiedy wraca z trasy, człowiek jest zmęczony, głodny i najchętniej zjadłby wszystko, co tylko znajdzie się w lodówce. Apetyt po kilku dniach za kierownicą potrafi być naprawdę konkretny. Matylda mówi na to po prostu: „trakerowa uasuchowatość”.
Tyle że kończy się właśnie sezon na letnie owoce. Zostały jeszcze borówki oraz maliny i szkoda byłoby je zmarnować. Matylda robi więc z nich prosty deser, który jest słodki, świeży i zdecydowanie lżejszy niż kolejna porcja ciasta.
Do tego trochę jogurtu i kilka kawałków ciasteczek. Bez wielkiej filozofii, bez stania godzinami w kuchni. W sam raz na coś dobrego po powrocie z trasy.
Deser z owocami i jogurtem – składniki
Na 2 duże porcje potrzebujesz:
- 250-300 g borówek
- 150-200 g malin
- 300 g gęstego jogurtu naturalnego lub greckiego
- 5-6 małych ciastek, herbatników albo kawałków domowego ciasta
- 1-2 łyżeczki miodu – opcjonalnie
- odrobina wanilii – również opcjonalnie
Owoce można oczywiście zmieniać zależnie od tego, co jeszcze zostało w ogródku. Jeżeli truskawek już nie ma, nic się nie dzieje. Same maliny i borówki też zrobią robotę.

Przygotowanie
Owoce dokładnie umyj i delikatnie osusz. Truskawki pokrój na mniejsze kawałki. Borówki i maliny zostaw w całości.
Ciasteczka pokrusz na większe kawałki. Nie trzeba robić z nich proszku. W deserze dobrze sprawdza się właśnie trochę chrupania.
Jogurt możesz wymieszać z odrobiną miodu i wanilii. Jeżeli owoce są słodkie, miód można spokojnie pominąć.
Teraz najważniejsza część. Do miseczki albo szklanki włóż warstwę owoców, dodaj trochę pokruszonych ciastek i przykryj jogurtem. Potem znowu owoce, ciastka i jogurt. Na wierzchu ułóż kilka malin i borówek.
I gotowe.
Nie trzeba piec, smażyć ani nawet długo czekać. Jeśli deser ma być bardziej orzeźwiający, można przed podaniem wstawić go na kilkanaście minut do lodówki.
Na stół
Matylda wie, że po powrocie z trasy mąż może najpierw spojrzeć na miskę i zapytać: – A coś konkretnego jest?
Jest. Tylko tym razem „konkretne” będzie trochę inne. Owoce dają świeżość, jogurt trochę białka, a ciasteczka robią za mały ukłon w stronę kierowcy, który przecież całkiem bez słodkiego też nie wytrzyma.
To także jeden z ostatnich momentów w roku, kiedy można jeszcze zrobić taki deser z owoców prosto z ogródka. Borówki i maliny właśnie kończą swój sezon, więc warto korzystać, póki jeszcze są na krzaczkach.
A jeśli mąż po zjedzeniu jednej porcji zapyta o dokładkę, Matylda może już tylko powiedzieć: – No widzisz. Jednak można zjeść coś słodkiego i nie narobić sobie bałaganu.
I z tym trudno się nie zgodzić.










