W okolicach przejścia granicznego w Budzisko funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej oraz Nadbużański Oddział Straży Granicznej zatrzymali do kontroli ciężarówkę przewożącą – według dokumentów – części do maszyn. Za kierownicą siedział obywatel Białorusi.
Najpierw skaner RTG, później szczegółowa rewizja naczepy. W środku 275 pakunków z haszyszem o łącznej wadze ponad 111 kilogramów. Czarnorynkowa wartość zabezpieczonych narkotyków to niemal 5,7 mln zł.
Zatrzymany mężczyzna w Prokuratura Rejonowa w Suwałkach usłyszał zarzut przewozu znacznych ilości narkotyków. Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie tymczasowym. Obywatelowi Białorusi grozi kara od 3 do 20 lat pozbawienia wolności oraz grzywna.
Pięć kartonów i 111 kilogramów
Analizując zdjęcia opublikowane przez służby, widać, że narkotyki były zapakowane w pięciu kartonowych pudełkach. To istotny szczegół.
111 kilogramów w pięciu kartonach oznacza, że każdy z nich ważył średnio ponad 20 kilogramów. To nie są małe paczki ukryte w tapicerce kabiny ani w specjalnie dorobionej skrytce. To konkretne, ciężkie opakowania.
Pytanie brzmi: czy były one częścią deklarowanego ładunku? Czy figurowały w dokumentach przewozowych? Czy stanowiły jedne z wielu jednostek ładunkowych w większej partii towaru, czy może były czymś „dodatkowym”?
Z komunikatu służb tego nie wiemy.
Kontrola, która zakończyła kurs
Z dokumentów wynikało, że zestaw przewozi części do maszyn. Standardowy ładunek, standardowa trasa. Dopiero prześwietlenie pojazdu skanerem RTG wykazało nieprawidłowości.
Po szczegółowym przeszukaniu funkcjonariusze ujawnili 275 pakunków z haszyszem ukrytych w kartonach znajdujących się w naczepie.
Skala przemytu nie pozostawia wątpliwości – nie była to drobna ilość ani przypadkowa przesyłka.
Czy kierowca musiał wiedzieć?
I tu zaczynają się pytania, które w środowisku kierowców zawodowych pojawiają się zawsze.
Jeżeli kartony były normalnie załadowane wśród innych towarów, liczba jednostek zgadzała się z dokumentacją, a kierowca nie miał możliwości otwierania i sprawdzania zawartości, wykrycie nielegalnego towaru bez specjalistycznego sprzętu mogło być praktycznie niemożliwe.
Z drugiej strony – jeżeli kartony nie figurowały w dokumentach, były załadowane luzem albo odbiegały od reszty ładunku, śledczy mogą uznać, że coś powinno wzbudzić podejrzenia.
Nie wiemy, czy mężczyzna uczestniczył w załadunku, czy miał realny wpływ na rozmieszczenie towaru i czy mógł zweryfikować każdą jednostkę ładunkową. Komunikat tych informacji nie zawiera.
Dlaczego od razu areszt?
Tymczasowy areszt nie jest wyrokiem, ale środkiem zapobiegawczym. Sąd może go zastosować, gdy istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa oraz obawa ucieczki, matactwa lub grozi surowa kara.
W sprawach dotyczących znacznych ilości narkotyków sankcje są bardzo wysokie – od 3 do 20 lat więzienia. W przypadku cudzoziemca sąd może dodatkowo brać pod uwagę ryzyko opuszczenia kraju.
To jednak wciąż etap postępowania przygotowawczego.
Kierowca – najłatwiejsze ogniwo?
W takich sprawach to kierowca znajduje się na pierwszej linii. To on przekracza granicę. To on siedzi w kabinie. To jego zatrzymują funkcjonariusze.
Organizatorzy przemytu rzadko prowadzą ciężarówki osobiście. Zazwyczaj są daleko od miejsca kontroli.
Sprawę prowadzi Nadbużański Oddział Straży Granicznej pod nadzorem Prokuratura Rejonowa w Suwałkach. Śledztwo pokaże, czy kierowca był świadomym uczestnikiem przemytu, czy jedynie ogniwem w łańcuchu, które najłatwiej było zatrzymać.
W transporcie ta granica – między odpowiedzialnością a przypadkiem – bywa wyjątkowo cienka.
Źródło: IAS w Białymstoku










