Kontrola drogowa przeprowadzona w okolicach Opatowa na drodze krajowej nr 9 szybko przestała być rutynowa. Funkcjonariusze ITD zatrzymali zestaw marki MAN z naczepą, którym realizowano międzynarodowy przewóz drogowy rzeczy z Ukrainy do Polski.
Na etapie sprawdzania dokumentów wszystko wyglądało standardowo. Dopiero szczegółowa analiza danych z karty kierowcy oraz tachografu cyfrowego wykazała nieprawidłowości. W zapisie brakowało około 151 kilometrów przebytej trasy.
Dalsza weryfikacja przebiegu przejazdu oraz dokumentacji pozwoliła ustalić przyczynę. Kierowca, realizując przewóz na terenie Ukrainy, używał magnesu przykładane go do impulsatora skrzyni biegów. W efekcie tachograf nie rejestrował ani przebytej drogi, ani jego aktywności.
Mężczyzna przyznał się do naruszenia i został ukarany mandatem w wysokości 2000 zł. Na tym jednak sprawa się nie kończy – został przekazany Policji, a dalsze czynności będą prowadzone już poza kontrolą drogową. Równolegle wszczęto postępowania wobec przedsiębiorcy oraz osoby zarządzającej transportem.
Co oznacza ingerencja w tachograf
W tym przypadku nie mówimy o „zwykłym” naruszeniu czasu pracy. Użycie magnesu to ingerencja w działanie tachografu, która została sklasyfikowana jako jedno z najpoważniejszych naruszeń (NN) – dokładnie pod lp. 6.1.3 załącznika nr 3 do ustawy o transporcie drogowym.
To o tyle istotne, że taka kwalifikacja automatycznie uruchamia poważniejsze konsekwencje niż standardowe wykroczenia rejestrowane podczas kontroli.
Kluczowe jest również to, że manipulacja tachografem w praktyce oznacza ingerencję w zapis drogomierza. A to przenosi sprawę z poziomu naruszeń administracyjnych na grunt prawa karnego.
Kierowca i odpowiedzialność karna
Kierowca, który używa magnesu, musi liczyć się nie tylko z mandatem, ale również z odpowiedzialnością karną. Tego typu działanie traktowane jest jako przestępstwo polegające na zmienianiu wskazań drogomierza.
Dlatego w takich przypadkach standardem jest przekazanie sprawy Policji i prowadzenie dalszego postępowania już w trybie karnym.
W praktyce oznacza to, że kierowca z okolic Opatowa będzie odpowiadał przed sądem. W podobnych sprawach najczęściej kończy się na karze grzywny (teoretycznie jednak może mu również grozić ograniczenie wolności), zwłaszcza jeśli sprawca przyznaje się do winy i mamy do czynienia z jednorazowym przypadkiem. Nie zmienia to faktu, że mówimy o przestępstwie, a nie wykroczeniu.
Przewoźnik: 10 tys. zł i ryzyko utraty reputacji
Konsekwencje nie zatrzymują się na kierowcy. Wobec przedsiębiorcy oraz osoby zarządzającej transportem wszczynane jest postępowanie administracyjne.
Manipulacja tachografem została zakwalifikowana jako Najpoważniejsze Naruszenie, co oznacza nie tylko karę finansową – w tym przypadku do 10 tysięcy złotych – ale również wszczęcie procedury oceny dobrej reputacji.
To jeden z kluczowych elementów funkcjonowania firmy transportowej. Utrata dobrej reputacji może w praktyce oznaczać bardzo poważne problemy z dalszym prowadzeniem działalności.
Co istotne, brak wiedzy o działaniu kierowcy nie zwalnia przedsiębiorcy z odpowiedzialności. System zakłada, że to przewoźnik odpowiada za organizację przewozu i nadzór nad jego realizacją.
Dlaczego to się nadal pojawia na drogach
Przypadki takie jak ten spod Opatowa wciąż się zdarzają, mimo że kary są dobrze znane w branży.
Z jednej strony pojawia się indywidualna decyzja kierowcy, który próbuje „uregulować” czas pracy albo dopasować się do realiów trasy. Z drugiej – presja związana z terminami i organizacją transportu, która nie zawsze jest neutralna dla takich decyzji.
Efekt jest jednak zawsze podobny. Nawet stosunkowo niewielki odcinek, który znika z tachografu, wystarczy, żeby uruchomić całą procedurę – od mandatu, przez postępowanie karne, aż po konsekwencje administracyjne dla przewoźnika.
I właśnie dlatego takie sprawy rzadko kończą się na kontroli drogowej. Znacznie częściej dopiero wtedy wszystko się zaczyna.
Źródło: WITD Kielce










