Kierowcą jestem od 5 lat, a z kółko trafiłem trochę przypadkowo. Wcześniej zajmowałem się praniem tapicerek samochodowych i w sumie przez moje ręce przeszło też kilkadziesiąt ciężarówek. Dużo w międzyczasie rozmawiałem z kierownikiem warsztatu i on mi trochę opowiadał o tej pracy, a nie ukrywam, że najbardziej zainteresowały i skusiły mnie zarobki kierowców w transporcie międzynarodowym. Zacząłem się więc coraz bardziej interesować tematem, aż w końcu postanowiłem spróbować swych sił. Z kat. C poszło od „strzała”, a na C + E zdawałem dwa razy. Gdy już nalazłem pracę przez pierwsze trzy miesiące jeździłem praktycznie wokół „komina”, a potem przeszedłem na międzynarodówkę. Miałem też epizod jazdy po Anglii.

Cały czas też starałem się być kierowcą aktywnym, bo ze sportem miałem do czynienia od najmłodszych lat. Głównie grałem w tenisa ziemnego i ping-ponga i nawet miałem tam jakieś osiągnięcia, oczywiście na szczeblu lokalnym. Bardzo dużo też zawsze jeździłem na rowerze, a nawet próbowałem swych sił w zawodach MTB. Do tego ok. 6 lat w miarę regularnie chodziłem na siłownię. Więc gdy zacząłem jeździć siłą rzeczy zaczęło mi go brakować tego wysiłku.
Pewnego dnia trochę przypadkowo trafiłem na grupę Be Active Trucker i zobaczyłem, że są ludzie, którzy na co dzień godzą obowiązki zawodowe ze sportem i wówczas pomyślałem, że przecież ja mogę robić tak samo.

Na początku miałem spory problem, by na sport znaleźć wolny czas, głównie z racji wykonywanej pracy. Obecnie wożę ciężarówki, więc muszę je sam najpierw załadować a potem nimi zjechać z autotransportera. Czasami więc schodzi ma na to nawet do 3 godzin. Ale staram się tak cały dzień sobie zaplanować, by jednak znaleźć w nim czas na aktywność. Zdarza się, że jest to tylko pół godziny, ale bywa, że i wygospodaruję nawet dwie godziny. Ważne jest dla mnie, by jednak ćwiczyć codziennie, a nie szukać sobie wymówek, że jestem zmęczony, albo że pogoda nie sprzyja. Od pewnego czasu wożę ze sobą rower i dlatego właśnie głównie stawiam na jazdę. Wcześniej więcej było biegania, skakanki, pompek. Ważne zawsze było, by jednak ten ruch był. I tak jest teraz.

Niedawno nauczyłem się pływać na desce i można powiedzieć, że jest to moja nowa pasja. Ale i tak na pierwszym miejscu jest rower i sporo czasy w trasie przeznaczam na przygotowywanie się do zawodów MTB, głównie na Mazowszu, w których jak tylko uda mi się zgrać je z pracą to startuję. Głównie wybieram dystans 21 kilometrów, bo na takim czuję się najpewniej. Specjalnych jakichś tam osiągnięć nie mam, gdyż obok mnie startują również zawodowcy, ale dla mnie ważniejszą kwestią od zajętego miejsca jest sam udział w wyścigu.
W trasę zabieram też pieska, małego buldoga, z którym nie tylko biegam i jeżdżę na rowerze, ale nawet i pływam.

Co do jedzenia, to nie mam tam jakieś specjalnej diety. Ostatnio musiałem zrobić „redukcję”, bo miałem już prawie 105 kg, ale napisałem do Adriana „Truckera Pakera”, który u Was jako jeden z pierwszych gościł na stronie i on mi polecił pewny sposób odżywiania, by zbić wagę. Udało mi się trochę tych parę kilogramów stracić i obecnie staram się uważać na co jem. Ale warto było wprowadzić te wyrzeczenia, bo obecnie jestem chudszy prawie o 20 kg. Już nie jem tyle ziemniaków czy makaronów, co kiedyś, ale wybieram ryby czy jakieś sałatki. Dalej nie liczę tych kalorii, ale bardziej to sobie wszystko poukładałem w głowie. Przede wszystkim zdałem sobie sprawę z faktu, że to co jem wpływa potem na moją aktywność i samopoczucie. Same prawidłowe odżywianie zauważyłem, że pozwala mi obniżyć dietę o ok. 30%, a formę poprawiam aktywnością, czyli ćwiczeniami. Dlatego też już w trasy nie zabieram żadnych słoików z zupami ani z przetworami, bo zazwyczaj po takie posiłki sięgałem oglądając np. w kabinie filmy.

Obecnie wolę wyjąć rower, albo skakankę i się poruszać, bo wiem, że to robię dla siebie i swojego zdrowia. Dzięki temu lepiej się czuję i lepiej funkcjonuję, mogę nawet powiedzieć, że pod tym względem jestem spełniony, a wcześniej pod tym względem było bardzo różnie.
To zdrowego tryby życia, staram się namawiać innych, ale nie jest to łatwa sprawa. Ale tłumaczę im, że nie od razu trzeba iść na maksa, a najlepsze tego przykłady są na naszej grupie Be Active Trucker. Jedni rzeczywiście ćwiczą mocno, ale są np. i tacy, którzy tylko po to, by nie siedzieć w kabinie w wolnym czasie spacerują. Bo ważny jest jakikolwiek ruch, a nie tylko zamykanie sią na parkingach w kabinie.











