Na ulicy Obrzeżnej Północnej w Mysłowicach doszło do zdarzenia, które szybko obiegło media i fora branżowe. 61-letni kierowca ciężarówki Scania zignorował znak ograniczający wysokość pojazdu do 2,4 m i próbował przejechać pod wiaduktem kolejowym. Zestaw zaklinował się, a naczepa dosłownie złożyła się jak harmonijka.
Na szczęście nikomu nic się nie stało. Kierowca samodzielnie wycofał pojazd, a policja potraktowała zdarzenie jako kolizję. Mandat? 1020 zł i 10 punktów karnych – najniższa możliwa kara w tej sytuacji.
Hejt w sieci: „Zawodowy i nie zna znaków!”
Pod artykułami w Internecie zawrzało.
– „Takich powinno się wysyłać na egzamin od nowa!”
– „Zawodowy kierowca, a znaku nie potrafi przeczytać?”
– „Myślał, że przejedzie – no i masz!”
I trudno się dziwić emocjom. Kierowca faktycznie zignorował oznakowanie. Znak B-16 stoi tam nie od wczoraj i jasno mówi: maksymalna wysokość pojazdu 2,4 m. Każdy, kto prowadzi zestaw, wie, że standardowa ciężarówka z naczepą ma blisko 4 m wysokości. Rachunek prosty – nie ma szans na przejazd.
Zdjęcia nie kłamią – kierowca nie miał żadnych szans
Patrząc na fotografie wykonane po zdarzeniu, trudno oprzeć się wrażeniu, że sytuacja była z góry przegrana.
- Na pierwszym ujęciu kabina ciężarówki zatrzymała się tuż pod betonowym przęsłem. Widać, że marginesu po prostu nie było.
- Drugie zdjęcie pokazuje rozprutą naczepę, która złożyła się jak papierowa. Fizyki nie da się oszukać – pojazd nie miał prawa zmieścić się pod tą częścią wiaduktu.

Wiadukt – drogowa pułapka?
Tu jednak zaczyna się poważniejsza dyskusja.
Wiadukt na Obrzeżnej Północnej ma dwie części:
- nowszą, z prześwitem sięgającym 4 metrów,
- i starszą, z łukowatym stropem i znacznie mniejszą wysokością.
Dla kierowcy podjeżdżającego do obiektu różnica ta może być myląca. Optycznie wydaje się, że skoro jedna część jest przejezdna, to całość też. Niestety, znaki obowiązują dla całego wiaduktu – i w praktyce nawet jazda „środkiem” nie gwarantuje sukcesu.
To właśnie dlatego miejsce to od lat budzi kontrowersje i bywa nazywane „wąskim gardłem Mysłowic”. Kierowcy ciężarówek ostrzegają, że oznakowanie jest jedno, a „logika drogi” podpowiada coś zupełnie innego.
Kierowca winny, ale… nie do końca?
Formalnie sprawa jest prosta – kierowca złamał przepisy i został ukarany. Jednak patrząc szerzej, pojawia się pytanie: czy odpowiedzialność nie leży także po stronie zarządcy drogi i kolei?
- Znak 2,4 m jest zgodny z przepisami, ale dla wielu kierowców wygląda wręcz absurdalnie przy tak dużym obiekcie.
- Sama konstrukcja wiaduktu wprowadza w błąd, bo część prześwitu wydaje się znacznie wyższa.
- W miejscu, które od lat sprawia kłopoty, być może należałoby zastosować inne rozwiązania: sygnalizatory, barierki ograniczające wjazd lub wreszcie – przebudowę.
Kto zawinił naprawdę?
Z jednej strony mamy kierowcę, który zignorował znak i doprowadził do kolizji. Z drugiej – miejsce, które samo w sobie jest drogową pułapką.
Czy więc hejt na kierowcę jest w pełni uzasadniony?
A może zdarzenie to pokazuje coś więcej – że wciąż mamy w Polsce infrastrukturę, która nijak nie przystaje do realiów nowoczesnego transportu?
Źródło: Policja










