23 tony nielegalnych odpadów zatrzymane na granicy. Początkowo wydawało się, że wszystko jest w porządku…

23 tony nielegalnych odpadów zatrzymane na granicy. Początkowo wydawało się, że wszystko jest w porządku…

Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało – komplet dokumentów, deklaracja w systemie SENT, trasa z Niemiec do województwa mazowieckiego. Kierowca był przekonany, że wiezie papier i tekturę. Dopiero kontrola w Świecku pokazała, że rzeczywisty ładunek nie ma nic wspólnego z tym, co zapisano w dokumentach.

Funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej z Lubuskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Gorzowie Wielkopolskim zatrzymali ciężarówkę, w której zamiast surowców wtórnych znajdowała się mieszanka odpadów: plastikowe nakrętki, folie aluminiowe, worki, kartony i materiały tekstylne.

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Zielonej Górze uznał przewóz za nielegalny transport odpadów, a sprawę nadzoruje Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ).

Nie wszystko, co wygląda legalnie, takie jest

Z dokumentów i deklaracji w systemie SENT wynikało, że to zwykły przewóz makulatury. Kierowca posiadał komplet papierów, jednak kontrola fizyczna naczepy wykazała poważne rozbieżności między opisem a rzeczywistością.

Takie przypadki pokazują, że nielegalny transport odpadów coraz częściej odbywa się pod przykrywką legalnego recyklingu, a odpowiedzialność nie zawsze kończy się na importerze.

Kary – nie tylko finansowe

Za przewóz nielegalnych odpadów grożą surowe sankcje:

  • Przewoźnik – kara administracyjna nawet do 1 mln zł oraz ewentualna konfiskata pojazdu, jeśli był użyty do przestępstwa.
  • Importer (zleceniodawca) – ponosi koszty utylizacji lub zwrotu odpadów do kraju pochodzenia, a także kary finansowe.
  • Kierowca – jeśli wiedział lub powinien wiedzieć, że transport jest niezgodny z prawem, może odpowiadać na podstawie art. 183 §1 Kodeksu karnego, który przewiduje karę aresztu, ograniczenia wolności, grzywnę, a nawet pozbawienie wolności do 5 lat.

Czy kierowcy wiedzą, co naprawdę wiozą?

Nie zawsze. Większość kierowców opiera się na otrzymanych dokumentach i zleceniach, które wyglądają prawidłowo. Nie mają fizycznej możliwości sprawdzenia, co dokładnie znajduje się w naczepie – szczególnie przy plombowanych ładunkach.

Jednak doświadczeni kierowcy przyznają, że zdarzają się sytuacje budzące niepokój:

  • podejrzanie wysoka stawka za kurs,
  • niepełne lub nieczytelne dokumenty,
  • ładunek różniący się od opisu,
  • presja ze strony zleceniodawcy („jedź, wszystko jest załatwione”).

W takich przypadkach brak reakcji może zostać potraktowany jako świadome uczestnictwo w nielegalnym procederze.

Dlaczego to się opłaca?

Nielegalny handel odpadami to nadal wysoko dochodowy biznes. W krajach Europy Zachodniej utylizacja śmieci jest kosztowna, dlatego część firm próbuje „pozbywać się” ich taniej – kierując transporty do Polski czy Europy Środkowej.

Za jeden kurs można zarobić od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Dla pośredników to ogromny zysk. Dla przewoźników i kierowców – ogromne ryzyko: utrata reputacji, kary finansowe, a nawet więzienie.

Coraz więcej kontroli i zatrzymań

Dzięki współpracy Krajowej Administracji Skarbowej, Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska i systemu SENT, służby coraz częściej ujawniają podobne przypadki już na granicach. Każdy taki transport to potencjalne zagrożenie dla środowiska – i kolejne ostrzeżenie dla branży transportowej, że „niewinne” zlecenie może mieć bardzo poważne skutki.

Źródło: KAS

Sprawdź także