Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało – komplet dokumentów, deklaracja w systemie SENT, trasa z Niemiec do województwa mazowieckiego. Kierowca był przekonany, że wiezie papier i tekturę. Dopiero kontrola w Świecku pokazała, że rzeczywisty ładunek nie ma nic wspólnego z tym, co zapisano w dokumentach.
Funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej z Lubuskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Gorzowie Wielkopolskim zatrzymali ciężarówkę, w której zamiast surowców wtórnych znajdowała się mieszanka odpadów: plastikowe nakrętki, folie aluminiowe, worki, kartony i materiały tekstylne.
Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Zielonej Górze uznał przewóz za nielegalny transport odpadów, a sprawę nadzoruje Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ).
Nie wszystko, co wygląda legalnie, takie jest
Z dokumentów i deklaracji w systemie SENT wynikało, że to zwykły przewóz makulatury. Kierowca posiadał komplet papierów, jednak kontrola fizyczna naczepy wykazała poważne rozbieżności między opisem a rzeczywistością.
Takie przypadki pokazują, że nielegalny transport odpadów coraz częściej odbywa się pod przykrywką legalnego recyklingu, a odpowiedzialność nie zawsze kończy się na importerze.
Kary – nie tylko finansowe
Za przewóz nielegalnych odpadów grożą surowe sankcje:
- Przewoźnik – kara administracyjna nawet do 1 mln zł oraz ewentualna konfiskata pojazdu, jeśli był użyty do przestępstwa.
- Importer (zleceniodawca) – ponosi koszty utylizacji lub zwrotu odpadów do kraju pochodzenia, a także kary finansowe.
- Kierowca – jeśli wiedział lub powinien wiedzieć, że transport jest niezgodny z prawem, może odpowiadać na podstawie art. 183 §1 Kodeksu karnego, który przewiduje karę aresztu, ograniczenia wolności, grzywnę, a nawet pozbawienie wolności do 5 lat.
Czy kierowcy wiedzą, co naprawdę wiozą?
Nie zawsze. Większość kierowców opiera się na otrzymanych dokumentach i zleceniach, które wyglądają prawidłowo. Nie mają fizycznej możliwości sprawdzenia, co dokładnie znajduje się w naczepie – szczególnie przy plombowanych ładunkach.
Jednak doświadczeni kierowcy przyznają, że zdarzają się sytuacje budzące niepokój:
- podejrzanie wysoka stawka za kurs,
- niepełne lub nieczytelne dokumenty,
- ładunek różniący się od opisu,
- presja ze strony zleceniodawcy („jedź, wszystko jest załatwione”).
W takich przypadkach brak reakcji może zostać potraktowany jako świadome uczestnictwo w nielegalnym procederze.
Dlaczego to się opłaca?
Nielegalny handel odpadami to nadal wysoko dochodowy biznes. W krajach Europy Zachodniej utylizacja śmieci jest kosztowna, dlatego część firm próbuje „pozbywać się” ich taniej – kierując transporty do Polski czy Europy Środkowej.
Za jeden kurs można zarobić od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Dla pośredników to ogromny zysk. Dla przewoźników i kierowców – ogromne ryzyko: utrata reputacji, kary finansowe, a nawet więzienie.
Coraz więcej kontroli i zatrzymań
Dzięki współpracy Krajowej Administracji Skarbowej, Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska i systemu SENT, służby coraz częściej ujawniają podobne przypadki już na granicach. Każdy taki transport to potencjalne zagrożenie dla środowiska – i kolejne ostrzeżenie dla branży transportowej, że „niewinne” zlecenie może mieć bardzo poważne skutki.
Źródło: KAS










