O krok od tragedii. Autokar wyprzedzając jechał na „czołówkę” – FILM

O krok od tragedii. Autokar wyprzedzając jechał na „czołówkę” – FILM

To nie była chwila nieuwagi ani błąd wynikający z trudnych warunków. To była świadoma decyzja podjęta za kierownicą autobusu przewożącego ludzi. Kamera wideorejestratora nieoznakowanego radiowozu podlaskiej grupy SPEED zarejestrowała manewr, który przy minimalnie innym układzie zdarzeń zakończyłby się zderzeniem czołowym.

W miejscowości Szaciłówka, w powiecie sokólskim, po zmierzchu i w zimowych warunkach, 57-letni kierowca autobusu wyjechał na przeciwległy pas ruchu, dojeżdżając do wierzchołka wzniesienia. Widoczność była ograniczona, droga śliska, a z naprzeciwka w każdej chwili mógł pojawić się inny pojazd. Pojawił się. Autobus wrócił na swój pas w ostatnim możliwym momencie.

Na nagraniu widać nie tyle wyprzedzanie, co ucieczkę przed czołówką.

Kilkanaście sekund, które mogły zakończyć karierę i czyjeś życie

Autobus to masa, długość i bezwładność. Przy zderzeniu czołowym nie ma miejsca na „szczęście” ani na „oprawienie winy”. Są ofiary, są ciężkie obrażenia i są postępowania karne. W takich sprawach nie liczy się już doświadczenie kierowcy ani liczba przejechanych kilometrów. Liczy się jedna decyzja zapisana na nagraniu.

Fakt, że był to przewóz osób, podnosi wagę sprawy kilkukrotnie. Każdy pasażer to osobna odpowiedzialność, a każdy kilometr przejechany „na styk” powiększa listę potencjalnych poszkodowanych.

Tachograf przestaje mieć znaczenie

Presja czasu w transporcie międzynarodowym jest znana. Rozkłady, przesiadki, opóźnienia, kary umowne. Problem w tym, że w momencie wypadku tachograf przestaje być jakimkolwiek argumentem. Nikt nie analizuje, ile minut brakowało do pauzy ani dlaczego kierowca „musiał jechać”.

Analizuje się tor jazdy, miejsce manewru i to, czy istniała realna możliwość uniknięcia zagrożenia. W tym przypadku jej nie było. Wyprzedzanie na wzniesieniu po zmroku to nie ryzyko — to przekroczenie granicy, zza której nie ma już odwrotu.

Jazda na granicy kończy się zawsze tak samo

Styl jazdy oparty na wykorzystywaniu ostatnich metrów drogi i ostatnich sekund czasu pracy bywa przez lata bezkarny. Do pierwszego nagrania. Do pierwszej kontroli. Albo do pierwszego wypadku, po którym nie ma już znaczenia, kto miał rację, a kto pierwszeństwo.

Tym razem skończyło się „tylko” na mandacie. Kierowca, obywatel Litwy, został ukarany grzywną w wysokości 1000 złotych, a na jego konto trafiło 10 punktów karnych. To najmniejszy możliwy koszt takiego manewru.

O krok od scenariusza bez cofania

Gdyby z przeciwka jechał samochód ciężarowy, gdyby nawierzchnia była bardziej śliska, gdyby reakcja trwała ułamek sekundy dłużej — finał byłby zupełnie inny. Zamiast mandatu byłaby prokuratura. Zamiast punktów — zarzuty. Zamiast autobusu na trasie — wrak na poboczu i ludzie, którzy nie dotarliby do celu.

To nagranie nie pokazuje wykroczenia.
Pokazuje moment, w którym granica została przekroczona.

FILM

Źródło: Policja

Sprawdź także