Na tak zwanych „łukach drogi” do tragicznych zdarzeń dochodzi relatywnie często. To miejsca, w których margines błędu jest mniejszy, niż wielu kierowcom się wydaje. Wystarczy chwila nieuwagi, minimalnie zbyt duża prędkość albo spóźniona korekta toru jazdy, by samochód znalazł się na przeciwległym pasie ruchu.
Do takiej tragedii doszło na droga krajowa nr 60, w powiecie płockim. Na ul. Płockiej w Bielsku 44-letni kierujący osobówką – jak wstępnie ustalili policjanci – na łuku drogi z niewyjaśnionych przyczyn zjechał na przeciwległy pas i zderzył się czołowo z jadącym z naprzeciwka pojazdem ciężarowym, którym kierował 50-letni mężczyzna.
Na miejsce lądował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Kierowca Toyoty oraz jego pasażerka z ciężkimi obrażeniami trafili do szpitala. W aucie podróżował również 8-letni chłopiec. Pomimo podjętej reanimacji jego życia nie udało się uratować. Droga krajowa była przez kilka godzin całkowicie zablokowana, a policjanci pod nadzorem prokuratora zabezpieczali ślady i sporządzali dokumentację, która ma wyjaśnić przyczyny i okoliczności tego wypadku.
Dlaczego łuki są tak niebezpieczne?
Łuk drogi to nie jest zwykły fragment jezdni. Wymaga od kierowcy większej koncentracji, właściwej oceny prędkości i toru jazdy. Samochód w zakręcie podlega sile odśrodkowej. Jeśli prędkość jest zbyt wysoka w stosunku do promienia łuku, pojazd zaczyna „wynosić” na zewnątrz. Na drodze jednojezdniowej oznacza to często przekroczenie osi i wjazd wprost pod nadjeżdżający z naprzeciwka pojazd.
Nie ferujemy wyroków, bo od tego są biegli. Nie wiemy, co dokładnie wydarzyło się w tej konkretnej sytuacji. Być może zawiodła koncentracja, być może doszło do chwilowej utraty przyczepności, a być może przyczyna była zupełnie inna. Faktem jest jednak, że łuki dróg – zwłaszcza na trasach krajowych o dużym natężeniu ruchu – od lat pozostają miejscami podwyższonego ryzyka.
Druga strona tragedii – kierowca ciężarówki
W policyjnych komunikatach pojawia się zwykle sucha informacja: kierowca ciężarówki był trzeźwy, jechał swoim pasem, nie ponosi winy. I formalnie to zamyka sprawę.
Ale dla człowieka za kierownicą zestawu to dopiero początek.
50-letni kierowca Dafa najprawdopodobniej miał ułamki sekund na reakcję. W przypadku czołowego zderzenia z osobówką ważący kilkadziesiąt ton zestaw nie zatrzyma się w miejscu. Nawet perfekcyjna reakcja nie zawsze jest w stanie zapobiec tragedii. A potem zostaje obraz w głowie i świadomość, że w wypadku zginęło dziecko.
Nawet jeśli odpowiedzialność prawna i faktyczna nie leży po jego stronie, ciężar psychiczny może być ogromny. W branży transportowej wciąż zbyt rzadko mówi się o tym, że kierowcy zawodowi również bywają ofiarami wypadków – ofiarami w sensie psychicznym.
Kto powinien zaproponować pomoc?
Pytanie o wsparcie psychologiczne nie jest dziś fanaberią, tylko realną potrzebą. Udział w wypadku śmiertelnym może skutkować bezsennością, stanami lękowymi, unikaniem jazdy, a nawet objawami zespołu stresu pourazowego. I to niezależnie od tego, czy ktoś był sprawcą, czy tylko uczestnikiem zdarzenia.
Czy kierowca powinien sam szukać pomocy? Teoretycznie tak – to dorosły człowiek, który może umówić się na konsultację. W praktyce jednak wielu mężczyzn, zwłaszcza z pokolenia dzisiejszych pięćdziesięciolatków, nie ma nawyku korzystania z pomocy psychologa. Często pojawia się myślenie: „muszę być twardy”, „to część zawodu”, „inni mają gorzej”.
Dlatego wsparcie nie powinno zależeć wyłącznie od jego inicjatywy.
W idealnym modelu pierwszym krokiem mogłaby być informacja ze strony policji lub służb – nie w formie przymusu, ale jasnego komunikatu: jeśli potrzebuje pan wsparcia, są takie możliwości. Równie istotna jest rola pracodawcy. Firmy transportowe powinny mieć procedury postępowania po wypadkach śmiertelnych, obejmujące nie tylko kwestie prawne i techniczne, ale również psychologiczne. Rozmowa z przełożonym, kilka dni wolnego, realna propozycja konsultacji – to nie koszt, lecz inwestycja w bezpieczeństwo.
Bo kierowca, który wraca za kierownicę z nieprzepracowaną traumą, może być mniej skoncentrowany, bardziej napięty, a w dłuższej perspektywie po prostu wypalony.
Na portalu skierowanym do kierowców zawodowych warto mówić wprost: skorzystanie z pomocy psychologa po takim zdarzeniu nie jest oznaką słabości. To element odpowiedzialności – za siebie, za rodzinę i za innych uczestników ruchu.
Za każdym komunikatem policyjnym stoi dramat wielu osób. Rodziny ofiar będą z nim żyć do końca życia. Ale kierowca ciężarówki również. I o tym, w branży transportowej, nie powinniśmy milczeć.
Źródło: Policja










