Wystarczyła chwila. Jeden ruch zestawu ciężarowego. Jedna decyzja o przeparkowaniu pojazdu. Pod naczepą był jednak człowiek.
We wtorek, 19 maja, po godzinie 15:00, na terenie jednej z firm przy ul. Instalatorów w Mławie doszło do tragedii, która ponownie stawia bardzo niewygodne pytania o bezpieczeństwo pracy wokół ciężarówek. Pod kołem naczepy zginął 58-letni mechanik wykonujący prace naprawcze.
Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że 62-letni kierowca uruchomił ciężarówkę i rozpoczął manewr przeparkowania zestawu. Nie wiedział, że pod naczepą znajduje się mechanik. Chwilę później doszło do tragedii. Mężczyzna zginął na miejscu. Kierowca był trzeźwy.
Kto zawinił?
Policja i prokuratura badają okoliczności wypadku, ale już teraz pojawia się pytanie, które w branży transportowej zawsze wywołuje ogromne emocje: kto tak naprawdę zawinił?
Bo sprawa nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać.
Formalnie najłatwiej będzie wskazać kierowcę. To on ruszył pojazdem. Problem w tym, że place manewrowe w wielu firmach działają według niepisanej zasady chaosu kontrolowanego. Kierowcy przeparkowują zestawy, mechanicy pracują przy naczepach, magazynierzy krążą między autami, a komunikacja często ogranicza się do „zaraz wracam” albo machnięcia ręką.
I właśnie wtedy dochodzi do tragedii.
Martwe pola, rutyna i pośpiech
Najbardziej szokujące jest to, że podobne sytuacje w branży transportowej wcale nie należą do rzadkości. Mechanik pracujący pod pojazdem praktycznie znika z pola widzenia kierowcy. W ciężarówce nie ma szans zobaczyć wszystkiego. Martwe pola, ograniczona widoczność i pośpiech robią swoje.
Eksperci zajmujący się bezpieczeństwem pracy zwracają uwagę, że podczas napraw pojazdów ciężarowych absolutną podstawą powinno być wyłączenie zestawu z użytkowania i jego jednoznaczne zabezpieczenie przed przypadkowym ruszeniem. Chodzi nie tylko o kliny pod koła, ale również oznaczenie pojazdu, blokadę możliwości uruchomienia czy jasną informację dla kierowcy, że pod zestawem pracuje człowiek.
I właśnie tutaj pojawiają się największe znaki zapytania.
Czy zawiodły procedury?
Czy pojazd został odpowiednio zabezpieczony? Czy użyto blokad? Czy kierowca wiedział, że pod naczepą wykonywane są prace? Czy na placu obowiązywała procedura wyłączenia pojazdu z ruchu? Czy ktoś nadzorował organizację pracy?
Bo jeżeli mechanik pracował pod zestawem, który w każdej chwili mógł zostać uruchomiony, to mamy do czynienia nie tylko z tragicznym wypadkiem, ale być może z kompletną kompromitacją zasad bezpieczeństwa.
Lokalne media podkreślają, że tragedia rozegrała się na placu manewrowym firmy produkującej pasze. Według nieoficjalnych informacji kierowca po prostu nie zauważył mechanika znajdującego się pod naczepą.
To właśnie ten fragment jest najbardziej przerażający.
„Nie zauważył”. Dwa słowa, które w transporcie bardzo często oznaczają śmierć.
Źródło: Policja, fot. poglądowa










