24 tony „chemii”, które okazały się paliwem. KAS zatrzymała cysternę, a pytania znów spadają na kierowcę

24 tony „chemii”, które okazały się paliwem. KAS zatrzymała cysternę, a pytania znów spadają na kierowcę

Kolejna cysterna, kolejny „produkt chemiczny” i kolejna kontrola, która kończy się odkryciem oleju napędowego. Funkcjonariusze Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu zatrzymali zestaw transportowy przewożący ponad 24 tony substancji zgłoszonej w systemie SENT jako produkt chemiczny. Problem w tym, że po pobraniu próbek okazało się, iż w cysternie znajduje się pełnoprawny olej napędowy przeznaczony do napędu pojazdów.

Schemat wygląda znajomo. Towar w dokumentach „magicznie” zmienia swoje właściwości, przewóz odbywa się w tranzycie do Niemiec, a system SENT dostaje dane, które – przynajmniej według ustaleń KAS – nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.

Dokumenty mówiły jedno. Cysterna coś zupełnie innego

Kontrola drogowa rozpoczęła się rutynowo. Kierowca okazał dokumenty przewozowe, z których wynikało, że przewozi produkt chemiczny. Ładunek został zgłoszony do systemu SENT właśnie w takiej kategorii.

Dopiero dalsze czynności funkcjonariuszy i analiza pobranych próbek wykazały, że przewożona substancja to olej napędowy nadający się do bezpośredniego użycia w pojazdach. Zdaniem KAS błędne zgłoszenie miało sugerować przewóz innego rodzaju towaru, co mogło służyć uniknięciu zapłaty należności publicznoprawnych związanych z paliwem.

Efekt? Cysterna wraz z towarem została zatrzymana jako dowód w sprawie. Sporządzono również dokumentację dla ITD w związku z niezgodnością danych zgłoszonych w SENT ze stanem faktycznym.

I znowu wraca stare pytanie: co wiedział kierowca?

Przy takich sprawach zawsze pojawia się ten sam problem. Kierowca jest pierwszą osobą, którą zatrzymują służby, pierwszą, która pokazuje dokumenty i pierwszą, która tłumaczy się na poboczu. Tylko czy rzeczywiście jest głównym organizatorem całego procederu?

W wielu przypadkach zawodowy kierowca dostaje komplet papierów, numer SENT, adres załadunku i rozładunku. Ma podjechać, załadować, dowieźć i nie zadawać pytań. Nie otwiera plomb, nie robi badań laboratoryjnych i często nie ma realnej możliwości sprawdzenia, czy „produkt chemiczny” faktycznie jest produktem chemicznym.

Z drugiej strony trudno udawać, że kierowcy zawsze nic nie wiedzą. Branża transportowa doskonale zna historie o „dziwnych” ładunkach, podejrzanie tanim paliwie czy dokumentach, które od początku wyglądają podejrzanie. Jeśli ktoś od lat jeździ cysterną, bardzo często potrafi rozpoznać, co rzeczywiście znajduje się w środku.

I właśnie tutaj zaczyna się cienka granica między zwykłym wykonywaniem poleceń a świadomym udziałem w kombinowaniu.

Przewoźnik też nie schowa głowy w piasek

Jeszcze ciekawiej wygląda odpowiedzialność samego przewoźnika. To firma organizuje transport, przyjmuje zlecenie, obsługuje dokumentację i odpowiada za zgodność danych w systemie SENT. Jeżeli przewoźnik świadomie uczestniczy w przewozie paliwa ukrytego pod inną nazwą, trudno mówić o przypadku. A jeżeli nie wiedział, co wozi jego cysterna, pojawia się pytanie o elementarną kontrolę nad własnym biznesem.

Służby coraz częściej patrzą dziś nie tylko na samą cysternę, ale cały łańcuch organizacji transportu. Kto zgłaszał przewóz? Kto przygotował dokumenty? Kto zlecał transport? Kto miał zarobić na „optymalizacji” podatków?

Bo nie oszukujmy się — takie transporty nie pojawiają się znikąd.

SENT pod lupą służb

System SENT miał uszczelnić przewozy towarów wrażliwych i utrudnić obrót paliwami poza oficjalnym systemem podatkowym. I choć wielu przewoźników narzeka na biurokrację, kontrole i kolejne obowiązki, to właśnie takie przypadki pokazują, dlaczego służby tak mocno ścigają niezgodności w zgłoszeniach.

Każda różnica między dokumentami a rzeczywistym ładunkiem automatycznie uruchamia alarm. A przy paliwach fiskus nie ma dziś litości.

Nawet 73 tys. zł kar

Sprawa może skończyć się bardzo drogo. Za nielegalny przewóz oleju napędowego oraz niezgodność dotyczącą rodzaju transportowanego towaru grożą sankcje wynikające z przepisów Kodeksu karnego skarbowego i ustawy SENT. Łączna wysokość kar administracyjnych i grzywien może wynieść nawet 73 tys. zł.

I jak zwykle w takich sytuacjach pojawia się pytanie, które branża transportowa zadaje od lat: gdzie kończy się odpowiedzialność kierowcy, a gdzie zaczyna odpowiedzialność tych, którzy cały transport organizują zza biurka?

Źródło: KAS Wrocław

Sprawdź także