LIST – UROKI ZIMY SPRZED PÓŁ WIEKU ZWIĄZANE Z ODPALANIEM CIĘŻARÓWEK

LIST – UROKI ZIMY SPRZED PÓŁ WIEKU ZWIĄZANE Z ODPALANIEM CIĘŻARÓWEK

Witam wszystkich związanych z kierownicą. Mam na imię Leszek i jestem, a właściwie to byłem kierowcą przez kilkadziesiąt lat. Obecnie jestem na emeryturze i mam sporo wolnego czasu. Sypnęło śniegiem, człowiekowi nie chce się wychodzić z domu więc postanowiłem podzielić się z Wami swoimi wspomnieniami dotyczącymi procedur odpalania ciężarówek zimą. Może to kogoś zaciekawi, bo z tym jak to wygląda dzisiaj ma niewiele wspólnego… A może ktoś to jeszcze pamięta?

W latach 60. jeździłem m.in. Żubrem, MAZ-em, potem Tatrą. W tamtych czasach nie istniał płyn niezamarzający do chłodnic (np. Borygo) i układ chłodzenia zalewany był wodą. W zimie procedura w związku z tym wyglądała następująco; po pracy otwierało się dwa kraniki spustowe, jeden z bloku, drugi z chłodnicy. Trzeba było oczywiście położyć się przy tym pod auto. Jednocześnie trzeba było odkręcić korek wlewu, aby nie powstało podciśnienie, gdyż wtedy woda by nie zeszła. Następnie gdy już przestało „ciurkać”, trzeba było ruszyć starterem; jeden, dwa obroty silnikiem, aby wyrzucić resztkę wody z pompy wodnej i po chwili trzeba było znowu „zanurkować” pod auto, aby pozakręcać oba kraniki, gdyż następnego dnia byłyby one zamarznięte i niemożliwe do zakręcenia. Potem szło się na piwo.

Następnego dnia rano procedura była następująca: brało się konewkę do podlewania ogrodu i szukało się wody. Jak byłem na bazie to było OK, ale w drodze często to był problem. Jak się tę wodę już znalazło to trzeba było jakieś 5-6 konewek zalać do układu (z szyjki konewki ściągało się „prysznic” i lało się do chłodnicy). W momencie nalewania z chłodnicy wychodziło (odbijało) powietrze i cześć wody leciała w efekcie prosto na buty. Przy dużych mrozach, ok. minus 20 stopni, po zalaniu ok. połowy układu trzeba było auto odpalić, gdyż woda mogła w międzyczasie w chłodnicy zamarznąć. Jednakże trzeba było uważać, aby w momencie odpalenia nie było mniej jak jakieś 3 konewki wody w układzie, gdyż inaczej pracujący wentylator mógł zamrozić chłodnicę (visco jeszcze nie istniało), a więc, aby w momencie odpalenia pompa wodna była już zalana i był obieg, a potem dolewało się do pełna.

Takie było wtedy życie. Trzymajcie się ciepło!

 

Leszek

 

 

Sprawdź także