Kasia ciepłe biuro i miękki fotel z czasem zamieniła na kabinę ciężarówki

Kasia ciepłe biuro i miękki fotel z czasem zamieniła na kabinę ciężarówki

Nie można powiedzieć, bym od dziecka marzyła o pracy w zawodzie kierowcy zawodowego. Plan rodził się powoli i dopomogły okoliczności. Mój brat otworzył małą, rodzinną firmę transportową. Jeździł sam, wciągnął drugiego brata… i wtedy zaczęłam im zazdrościć.

Wcześniej miałam pracę recepcjonistki, a więc ciepłe biuro, miękki fotel i niewiele odpowiedzialności. To mi jednak przestało wystarczać. Na ostatnim etapie wstrzymywało mnie już chyba tylko jedno – dzieci. Kiedy młodszy syn zbliżał się do wieku 12 lat, podjęłam ostateczną decyzję – o której poinformowałam póki co tylko mężą – chcę jeździć dużym!

Zaczęłam kurs zimą. Trafiłam na bardzo przyjemnego instruktora. Wkurzał mnie tylko jednym – ciągle powtarzał, że ja to na pewno zdam, nie ma się co martwić! Na tamten moment tylko mnie denerwowały takie teksty. Co będzie jeśli zacznę oblewać egzamin za egzaminem?! Nie czułam sie pewnie, jak zapewne każdy „młody” kierowca na kursie. Jazda po drodze szła ok, choć ilość biegów i dwa poziomy skrzyni biegów były niezłym utrapieniem. Na placu często coś nie wychodziło… Jednak gdy poszłam na egzamin, a było to w dzień po świętach Bożego Narodzenia, zdałam C za pierwszym razem! Niesiona na skrzydłach tego sukcesu rozpoczęłam od razu kurs C+E. Jazda solówką z przyczepą podobała mi się jeszcze bardziej. I choć tu także nie zawsze wszystko wychodziło na placu podczas nauki, egzamin praktyczny na C+E w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny również zdałam za pierwszym razem!

Po pięknie zdanych egzaminach czułam się jak młody bóg. Wiedziałam, że już osiągnęłam dużo. Nie miałam żadnych forów ze względu na płeć. Mój instruktor opowiadał mi, że w porówaniu do niektórych jego kursantów – mężczyzn jeżdżę naprawdę dobrze. To mnie budowało, w końcu zaczęłam w to wierzyć (choć tak naprawdę chyba dopiero po zdaniu na C… egzamin zweryfikował w końcu moje umiejętności).

Moje egzaminy także przebiegały bez żadnej taryfy ulgowej. Zdawałam w gronie samych mężczyzn. Nie wszyscy zdali. Tak naprawdę kurs nikogo z nas nie nauczył jeszcze być dobrym kierowcą i wynik zależał w jakiejś mierze także od szczęscia – czy udało nam się nie popełnić błędu… Błędy przecież zdarzały się nie raz, podczas szkolenia. Mimo potwornego stresu, błędu nie popełniłam. Sukces, sukces!

Brat – mój przyszły szef dowiedział się, że robię prawo jazdy na C+E przypadkowo, chyba od mojego instruktora, jak dobrze pamiętam, gdyż się znali (o czym nie wiedziałam do pewnego momentu). Natychmiast po odebraniu prawa jazdy (i zrobieniu po drodze kursu na przewóz rzeczy), wyruszyłam z bratem obok w pierwszą trasę w Europę. Był to bardzo, ale to bardzo trudny czas. Brat jeździł ze mną 1,5 tygodnia po czym zostawił mnie z ciężarówką w środku Niemiec na łasce moich umiejętności.

Cdn.

Sprawdź także