Pod koniec września inspektorzy Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego w Krakowie ujawnili dwa przypadki ingerencji w tachografy w pojazdach ciężarowych. Kontrole przeprowadzone 24 września w Spytkowicach (DK7) oraz 26 września na autostradzie A4 w Aleksandrowicach pokazały, że mimo surowych kar i coraz skuteczniejszych metod kontroli, kierowcy oraz przewoźnicy nadal decydują się na ryzykowne oszustwa.
W obu przypadkach w pojazdach stwierdzono zamontowane, zdalnie sterowane wyłączniki tachografów, uruchamiane pilotem. Urządzenia te pozwalały fałszować zapis czasu pracy – symulować odpoczynek w czasie rzeczywistej jazdy lub uniemożliwiać rejestrowanie ruchu pojazdu. Działanie fałszerstw potwierdzono zarówno w serwisach tachografów, jak i podczas jazd testowych.
Za ujawnione naruszenia przewoźnikom grożą wysokie kary. W pierwszym przypadku pobrano kaucję w wysokości 11 000 zł, a w drugim 12 000 zł – dodatkowo kierowca otrzymał 1000 zł mandatu. Nielegalne urządzenia zostały zdemontowane, a tachografy przywrócone do stanu fabrycznego.
Dlaczego kierowcy nadal kombinują?
Pytanie powraca za każdym razem, gdy ITD informuje o kolejnym przypadku manipulacji przy tachografie. Dlaczego kierowcy – świadomi konsekwencji – nadal ryzykują?
- Presja czasu i przeładowany grafik – w transporcie międzynarodowym liczy się termin. Opóźnienia mogą oznaczać utratę zlecenia lub wysokie kary umowne.
- Ciche przyzwolenie pracodawcy – trudno uwierzyć, że kierowca sam decyduje się na montaż zaawansowanego urządzenia za kilka tysięcy złotych. W wielu przypadkach to przewoźnicy, świadomie lub pośrednio, wymuszają „naginanie czasu pracy”.
- Kusząca „oszczędność” – fałszowanie tachografu daje pozornie większą elastyczność, możliwość przejechania dłuższej trasy jednym ciągiem.
Ale każda taka oszczędność okupiona jest czymś znacznie poważniejszym – zmęczeniem kierowcy. A zmęczony kierowca staje się równie niebezpieczny jak nietrzeźwy.
Jakie są kary za manipulacje tachografem?
Polskie przepisy przewidują surowe sankcje:
- Do 12 000 zł kary administracyjnej dla przewoźnika za stosowanie niedozwolonych urządzeń lub fałszowanie zapisów.
- Mandat do 2000 zł dla kierowcy, a w niektórych przypadkach sprawa może trafić do sądu.
- Zatrzymanie dowodu rejestracyjnego oraz konieczność usunięcia nielegalnego urządzenia na koszt właściciela.
- Utrata prawa jazdy na 3 miesiące – jeżeli manipulacja zostanie wykryta w trakcie bieżącego okresu rozliczeniowego, czyli podczas faktycznej jazdy i odpoczynku. Przepisy dają inspektorom możliwość wyeliminowania kierowcy z ruchu natychmiast.
- Odpowiedzialność karna – w przypadku stwierdzenia, że doszło do „zakłamania wskazań drogomierza” (czyli świadomego fałszowania rejestracji przebiegu i pracy pojazdu), kierowca może stanąć przed sądem.
Warto podkreślić, że choć w oficjalnych komunikatach ITD zazwyczaj pojawia się jedynie informacja o karach pieniężnych i mandatach, konsekwencje są w praktyce znacznie dalej idące. Utrata prawa jazdy, a nawet postępowanie sądowe, to realne scenariusze, które spotykają kierowców złapanych na manipulacji.
Nie tylko kwestia kary – to kwestia życia
Nielegalne manipulacje nie są jedynie „technicznym wykroczeniem”. To realne zagrożenie dla wszystkich uczestników ruchu. Kierowca, który powinien odpoczywać, w rzeczywistości spędza kolejne godziny za kierownicą. Przemęczenie prowadzi do spadku koncentracji, błędnych decyzji, a w konsekwencji – do wypadków.
Warto zadać pytanie: czy przewoźnicy, którzy po cichu akceptują takie praktyki, zdają sobie sprawę, że ryzykują nie tylko pieniędzmi, ale ludzkim życiem?
Źródło: WITD Kraków










