Placki ziemniaczane z gulaszem – „po węgiersku” ale i… po swojemu. Przepis od żony kierowcy

Placki ziemniaczane z gulaszem – „po węgiersku” ale i… po swojemu. Przepis od żony kierowcy

Witam wszystkich 🙂
Mam na imię Jola i jestem żoną kierowcy ciężarówki. Mój Marek zazwyczaj znika na dwa tygodnie z domu, więc kiedy wraca, wiadomo – musi być coś konkretnego.

I właściwie za każdym razem wygląda to tak samo. Ledwo przekroczy próg i już pada pytanie:
„To jak, w piątek po drodze… będzie gulasz z plackami?” Szczerze? Trochę głupio się pyta, bo przecież wiadomo, że będzie 😉

To jego absolutnie ulubione danie po trasie. Takie, które naprawdę „stawia człowieka na nogi”. Dlatego zawsze robię więcej – sosu starcza spokojnie na dwa dni, a placki smażę świeże w sobotę i w niedzielę.

Nie jest to klasyczna wersja „po węgiersku”, bo dodałam trochę swoich pomysłów. Jest kukurydza, jest śmietana i sporo przypraw, żeby smak był wyrazisty. I powiem Wam – znika do ostatniego kawałka.

Najpierw gulasz – bo on robi całą robotę

Ja zawsze zaczynam od sosu, bo musi się dobrze przegryźć.

Składniki:

  • ok. 500–700 g mięsa (u mnie najczęściej łopatka wieprzowa)
  • 1 duża cebula
  • 2–3 ząbki czosnku
  • puszka kukurydzy
  • przyprawy: papryka słodka i ostra, pieprz, sól, majeranek, odrobina chili
  • koncentrat pomidorowy lub trochę przecieru
  • opcjonalnie śmietana na koniec
  • olej do smażenia
  • woda lub bulion

Przygotowanie:

Najpierw podsmażam cebulę na złoto, dorzucam mięso pokrojone w kostkę i obsmażam, aż się zamknie i lekko zarumieni. Potem czosnek i przyprawy – nie żałuję ich, bo to ma być konkretne danie.

Dodaję koncentrat, zalewam wodą albo bulionem i duszę na małym ogniu, aż mięso będzie miękkie. Na koniec dorzucam kukurydzę i – jeśli mam ochotę – odrobinę śmietany, żeby sos był bardziej kremowy.

I najważniejsze: ten sos najlepiej smakuje na drugi dzień. Dlatego zawsze robię go wcześniej i w większej ilości.

Placki ziemniaczane – świeże, chrupiące i obowiązkowo na bieżąco

Tu nie ma drogi na skróty – placki muszą być smażone na świeżo.

Składniki:

  • ok. 1 kg ziemniaków
  • 1 mała cebula
  • 1 jajko
  • 2–3 łyżki mąki
  • sól, pieprz
  • olej do smażenia

Przygotowanie:

Ziemniaki i cebulę ścieram na tarce, odciskam nadmiar wody, dodaję jajko, mąkę i przyprawy. Masa powinna być dość gęsta.

Smażę na dobrze rozgrzanym oleju, aż placki będą złote i chrupiące z obu stron.

I tu moja zasada: nie robię wszystkich na raz. Smażę tyle, ile zjemy – reszta następnego dnia od nowa. Dzięki temu zawsze są świeże i naprawdę robią robotę.

Podanie – czyli moment, na który Marek czeka najbardziej

Na talerz lecą placki, na to porządna porcja gulaszu, a na wierzch trochę śmietany. Czasem jeszcze posypuję świeżym pieprzem.

I tyle. Proste, konkretne jedzenie, które idealnie pasuje po trasie.

Wiem, że wielu kierowców gotuje w trasie, na parkingach, w kabinie czy przy zestawie. Ten przepis spokojnie da się ogarnąć nawet w takich warunkach – szczególnie sam gulasz. A jak wrócicie do domu, to polecam zrobić całość tak jak trzeba – świeże placki i porządny sos. Gwarantuję, że nikt nie będzie narzekał 😉

Smacznego i szerokości! 🚛🍽️

Jola

Sprawdź także