Wczoraj w godzinach 9:00–12:00, na wielkopolskim odcinku autostrady A2 oraz drogach ekspresowych S5 i S11 pojawiło się 171 policjantów ruchu drogowego. W teorii chodziło o jedno – egzekwowanie zakazu wyprzedzania przez pojazdy ciężarowe.
W praktyce to kolejna odsłona dobrze znanego scenariusza, w którym „wyścigi słoni” są przedstawiane jako główny problem na drogach szybkiego ruchu. Tyle że kierowcy od dawna mają na ten temat zupełnie inne zdanie.
Przepis, który żyje własnym życiem
Zakaz wyprzedzania ciężarówek na autostradach i ekspresówkach obowiązuje, ale od początku nie został przyjęty bez kontrowersji. Wprowadzono wyjątki, które w teorii mają dawać pole manewru – na przykład gdy pojazd przed ciężarówką jedzie znacznie wolniej albo gdy wynika to z warunków ruchu.
Problem zaczyna się w momencie, gdy trzeba to przełożyć na realną drogę.
Bo „znacznie wolniej” nie ma jednej definicji. A to oznacza jedno – przepis, który w założeniu miał porządkować ruch, w praktyce bardzo często staje się narzędziem do uznaniowych interpretacji.
704 kontrole i obraz, który nie jest czarno-biały
Podczas działań funkcjonariusze skontrolowali 704 pojazdy. Ujawniono 401 przypadków przekroczenia prędkości, 50 nieprawidłowych manewrów wyprzedzania oraz 120 innych wykroczeń. Przeprowadzono również 723 badania stanu trzeźwości, a w efekcie zatrzymano 3 prawa jazdy i 31 dowodów rejestracyjnych.
Statystyki robią wrażenie, ale nie pokazują całego obrazu. Nie mówią nic o tym, dlaczego kierowcy podejmują takie, a nie inne decyzje na drodze. A właśnie tam zaczyna się sedno całego problemu.
Dwie rzeczywistości na jednym pasie
Z jednej strony słychać głosy, że zakaz był potrzebny, bo blokowanie lewego pasa przez ciężarówki potrafi ciągnąć się kilometrami i realnie utrudnia ruch. Dla części kierowców osobowych to codzienna frustracja i argument nie do podważenia.
Z drugiej strony jest branża transportowa, która od początku podkreśla, że przepisy zostały napisane bez pełnego uwzględnienia realiów pracy w trasie. Różnice prędkości, ograniczniki, presja czasu i harmonogramy dostaw sprawiają, że sytuacje na drodze rzadko są tak proste, jak wynikałoby to z przepisów.
I właśnie tu pojawia się największy rozdźwięk – między teorią a tym, co dzieje się w kabinie.
Presja zamiast rozmowy o realiach
Dla kierowców zawodowych takie akcje nie są niczym nowym. Coraz częściej pojawia się wrażenie, że zamiast szukania równowagi, mamy do czynienia z kolejną falą presji i kontroli, która nie rozwiązuje problemu, tylko go przesuwa.
Bo o ile łatwo jest policzyć mandaty i wykroczenia, o tyle znacznie trudniej jest zmierzyć to, co dzieje się pomiędzy przepisem a realnym życiem na trasie.
I dopóki ten dystans nie zostanie zauważony, temat „wyścigów słoni” będzie wracał przy każdej kolejnej akcji – niezależnie od liczby radiowozów i kontroli.
Źródło: Policja










