Nie raz słyszymy od kierowców zawodowych, że „szef kazał jechać”, „nie miałem wyjścia” albo „musiałem wykonać zlecenie”. Tym razem taka linia obrony nie wchodzi jednak w grę. Za kierownicą 18-tonowej wywrotki siedział sam przedsiębiorca. I trudno o lepszy przykład, jak w krótkim czasie można nazbierać całą listę poważnych naruszeń.
Na jednej z dróg powiatowych w Bieniewicach (pow. warszawski zachodni) patrol mazowieckiej Inspekcji Transportu Drogowego zatrzymał do kontroli 18-tonową wywrotkę. Powód? Kierowca zignorował znak ograniczenia tonażowego, jechał w czasie obowiązującego wakacyjnego zakazu ruchu dla ciężarówek powyżej 12 ton, a dodatkowo przewoził sypki ładunek bez zabezpieczenia plandeką.
To już na starcie były wystarczające powody do kontroli. A później było tylko gorzej.
Gdy ktoś sam prosi się o kontrolę
Większość przewoźników doskonale wie, że jazda w czasie obowiązywania zakazu ruchu ciężarówek znacząco zwiększa ryzyko spotkania z patrolem ITD lub policji. Trudno więc o bardziej ryzykowną decyzję niż wyjazd na drogę właśnie wtedy, gdy inspektorzy szczególnie uważnie obserwują ruch ciężkich pojazdów.
Podobnie jest z przewozem materiałów sypkich bez zaciągniętej plandeki. To jedno z tych wykroczeń, które funkcjonariusze wychwytują niemal natychmiast, bo stanowi zagrożenie dla innych uczestników ruchu i praktycznie gwarantuje zatrzymanie do kontroli.
Bez karty w tachografie i bez prawa jazdy
Podczas kontroli okazało się, że przedsiębiorca prowadził ciężarówkę bez zalogowanej karty kierowcy w tachografie. W praktyce oznaczało to brak rejestracji czasu pracy, prędkości pojazdu i przebytej drogi.
Inspektorzy ustalili również, że dane z pamięci tachografu nie były pobierane terminowo. Ostatni odczyt wykonano jeszcze w połowie stycznia 2026 roku.
Konsekwencje były natychmiastowe. Prawo jazdy kierowcy zostało zatrzymane na trzy miesiące za nierejestrowanie wymaganych danych na karcie kierowcy.
To jeszcze nie był koniec problemów
Kontrola przewożonego ładunku przyniosła kolejne nieprawidłowości. Wywrotka przewoziła urobek gleby i ziemi zmieszanej z kamieniami, który został zakwalifikowany jako odpady o kodzie 17 05 04.
Na pojeździe zabrakło obowiązkowej białej tablicy z napisem „ODPADY”. Kierowca nie posiadał również dokumentu potwierdzającego rodzaj przewożonych odpadów, a sam transport nie został zgłoszony do rejestru BDO.
To naruszenie może okazać się wyjątkowo kosztowne. Przepisy przewidują za brak wymaganego wpisu do BDO administracyjne kary liczone od 5 tys. zł nawet do 1 mln zł. Oczywiście najwyższe sankcje dotyczą najpoważniejszych naruszeń, jednak nawet minimalna kara, po doliczeniu mandatów za pozostałe wykroczenia oraz konsekwencji wynikających z ustawy o transporcie drogowym, może sprawić, że przewóz kilku ton ziemi stanie się wyjątkowo drogą operacją.
Lista naruszeń robi wrażenie
W tej jednej kontroli inspektorzy ujawnili:
- zignorowanie ograniczenia tonażowego,
- jazdę podczas wakacyjnego zakazu ruchu ciężarówek,
- przewóz ładunku sypkiego bez zabezpieczenia plandeką,
- prowadzenie pojazdu bez karty kierowcy w tachografie,
- brak terminowego pobierania danych z tachografu,
- nieprawidłowości związane z transportem odpadów, w tym brak wymaganego oznakowania i zgłoszenia do systemu BDO.
Do zatrzymania prawa jazdy oraz mandatów dojdzie jeszcze postępowanie administracyjne wszczęte wobec przedsiębiorcy za naruszenia przepisów ustawy o transporcie drogowym. W tym przypadku jedna kontrola wystarczyła, by lista konsekwencji okazała się znacznie dłuższa niż sama trasa przewozu.










